Strona 1 z 1

Nocą o tlenie

: 08 sty 2008, 12:44
autor: Krzyniu
Wszystko co jest poniżej to tylko i wyłącznie moje prywatne, nie poparte przez żadne badania ani lekarzy dywagacje "zapuchniętej głowy".
Kiedy atak się już skończy i jeszcze pobolewa, ale tylko tak, że nie można zasnąć ale da sie myśleć nie tylko o bólu to przychodzą różne myśli. A oto te które naszły mnie dziś pomiędzy 4 a 5-tą.
Jestem z tych "technicznych" i wszystko staram się wytłumaczyć prawami przyrody. Wielu pomaga oddychanie tlenem - to by potwierdzało hipotezę pochodzenia kbg od nabrzmienia tętnicy i jej ucisku jako przyczynie powstania bólu. Dwultenek węgla (produkt przemiany materii) powoduje rozszerzanie naczyń krwionośnych. Oddychanie czystym tlenem może powodować "wypłukanie" dwutlenku węgla z krwi a tym samym spowodować skurczenie naczyń krwionośnych, ustanie ucisku, ustanie bólu ... szkoda, ze na mnie to nie działa :cry:
Idźmy dalej, oddychamy przez maskę, nie do końca szczelną i gaz jaki dostarczmy do płuc/krwi to nie w 100% tlen tylko np. 80-90%. Może gdyby było to 99,999% byłoby lepiej, szybciej? A co gdyby tlenu było więcej jak 100%?
O komorach dekompresyjnych. Komora to takie pomieszczenie w którym wytwarza się nadciśnienie. Gdyby w pomieszczeniu w którym teraz jesteście wytworzyć ciśnienie 2 atmosfer oddychalibyście nadal powietrzem (w skład, którego wchodzi 21% tlenu) ale wasza krew nasycała by się tlenem tak jakbyście w normalnych warunkach oddychali mieszaniną 42% tlenu (zainteresowanych naukowymi podstawami moich nocnych rozważań odsyłam do m.in. prawa Daltona o ciśnieniach parcjalnych gazów w mieszaninach 8) ). Odwrotna sytuacja jest w przypadku spadku ciśnienia, mniejsze ciśnienie to jakby mniej tlenu dostarczanego do krwi vide choroba wysokogórska.
Czyli gdyby komorę dekompresyjną wypełnić czystym tlenem to wytwarzając ciśnienie większe od 1 atmosfery (np. 1,5ata) "oszukalibyśmy" nasz organizm i wydawałoby mu się, że oddycha więcej niż 100% tlenu (w tym przypadku 150%) Może wtedy tlen działałby na wszystkich? W tym i na mnie? Może działałby szybciej? A może takie badania były już robione i te moje dywagacje to lipa?

I jeszcze jedna uwaga - tlen powyżej 160% (mówiąc dokładniej przy ciśnieniu parcjalnym przekraczającym 1,6 ata) jest silną trucizną nawet przy krótkiej ekspozycji może powodować tzw. toksyczność tlenową. Zresztą tlen którym oddychacie z Waszych butli też taką toksyczność powoduje, ale spokojnie :wink: Nie pamiętam dokładnie chyba potrzeba sporo ponad 24 godz. oddychania bez przerwy.
To tyle jeżeli idzie o nocne przemyślenia ...

: 08 sty 2008, 16:33
autor: Olek
Halo Bodo,

zytat:
Jestem z tych "technicznych" i wszystko staram się wytłumaczyć prawami przyrody. Wielu pomaga oddychanie tlenem - to by potwierdzało hipotezę pochodzenia kbg od nabrzmienia tętnicy i jej ucisku jako przyczynie powstania bólu. Dwultenek węgla (produkt przemiany materii) powoduje rozszerzanie naczyń krwionośnych. Oddychanie czystym tlenem może powodować "wypłukanie" dwutlenku węgla z krwi a tym samym spowodować skurczenie naczyń krwionośnych, ustanie ucisku, ustanie bólu ... szkoda, ze na mnie to nie działa

Dokladnie tak dziala oraz oto chodzi przy zastosowaniu tlenu przy KBG.

SUPER.........!
:lol:

nawet niemamy 80/90% tlenu w masce ! trzeba by policzyc
pojemnosc odychu okolo 5/7 litrow w tym 21% tlenu + dodatek z butli
7/15 lirrow na minute . czas wdechu okolo 5/8 sekund , postuj 1/2 sekund , wydech 5/8 sekund czyli 3 odechy na minute. itd

Ale ta zwiekszona ilosc tlenu w powietrzu wystarcza normalnie a zeby zwalczyc atak KBG do 15 min.

Przesycenie organizmu tlenem jest jek juz opisales niebespieczne a do tego potrzebujemy my Klasterowcy tylko w czasie ataku tlen.

Pozdrawiam
Olek :roll:

: 08 sty 2008, 16:46
autor: Bea
Ja nie do końca w temacie, ale wtrącę cos. Zastanawiałam się dziś,czy mozliwe jest, by Twój Bedo organizm z uwagi na częste korzystanie z mieszanki tlenowej podczas nurkowania, 'przyzwyczaił' się nieco do tlenu, uodpornił na niego...i nie wykazuje nalezytego działania przy ataku kbg. Byc moze to bzdura totalna,ale taka myśl powstała mi w głowie, tym bardziej,że sama zastanawiam się,czy mój nie uodporni się na przyjowanie tlenu coraz częstsze niestety.

: 09 sty 2008, 19:05
autor: Krzyniu
Nie wiem czy organizm może "przyzwyczaić się do tlenu" w sensie braku działania na atak KBG. Tlen to tlen, zawsze bedzie wypierał CO2 z krwi.
Ale jak pisałem wcześniej o tej toksyczności przy "160%" to dotyczy to statystycznego człowieka. Czytałem o wyczynowcach, którzy przez częste i długie ekspozycje, bez żadnych objawów zatrucia znosili powyżej "200%".
A co do mnie to jestem amatorem spędzam pod wodą max 30 godz. rocznie i nie sądzę żeby to miało wpływ, jeżeli już to dobry bo wyrabiam sobie odruch prawidłowego oddechu.
pozdrowienia
Krzycho

PS. Nie chcę żeby wyglądało, że ja CIEBIE doświadczonego zażywacza tlenu pouczam :wink: Ale jeżeli wg. "nocnych teorii" to nie tlen Twoim przyjacielem ale dwutlenek wegla wrogiem to idzie o to aby się go jak najskuteczniej z organizmu pozbyć. Jednym ze sposobów może byc prawidłowa wentylacja płuc, przy oddychaniu tlenem. W dużym uproszczeniu szybki wdech i długi głęboki wydech - tak mnie uczyli odnośnie nurkowania. Jeszcze raz - to taka luźna uwaga bo o kbg wiesz więcej niż ja bede wiedział kiedykolwiek, piszemy w dziale różne, a tematem sa moje nocne mary :wink:

: 10 sty 2008, 10:33
autor: Bea
Miałam odpisac,ale przerwa...na tlen. Juz po.
Hmm, teoretycznie to ja rozumiem, czym jest tlen i jakie jest jego działanie. Odnoszę się tylko do praktyki klasterowej i to tylko mojej i moich osobistych domniemywań...oby błędnych.

Na bank jestem osobą, która idzie na tlen. Fakt,że są ataki, gdy muszę oddychac nawet 45 min., ale jesli natychmiast, gdy zaczyna sie atak, odkręcam tlen, to w przeciągu max kilku minut atak staje i nie rozwija się...potem już tylko czekam końca, a gdy przerwę, to atak natychmiast wraca.
Pamiętam czasy, gdy jeszcze nie miałam butli,a juz wiedziałam,że tlen może pomóc. Miałam wtedy bardzo mocne klastery z długimi atakami i tu przykład: zima, mróz, dużo świeżego sniegu, dostaję atak u znjomych, natychmiast wychodzimy od nich, na dworze oddycham intuicyjnie i...atak mija. Dziwne...nie było wiele takich przypadków,ale ze dwa na pewno...Jak to wytłumaczyc? Świeży snieg, odrobina więcej tlenu...pomogło...? Znając swój klaster, nie mogę powiedzieć,że atak, który w mig rozwijał sie do maxa/bardzo mocny/ tak sam z siebie nagle ustapił, bo tak nigdy nie było.

ad.ps. nikt mnie nie uczył, jak oddychac, ale to chyba automatycznie się dzieje, jak ma się maskę na twarzy, bo w wiekszości przypadków oddycham własnie tak: wdech i porządny wydech-to chyba intuicyjne. Kiedy juz mam dośc maski na buźce, oddycham, byle oddychac :roll:

: 10 sty 2008, 17:02
autor: Krzyniu
Bea napisała:
tu przykład: zima, mróz, dużo świeżego sniegu, dostaję atak u znjomych, natychmiast wychodzimy od nich, na dworze oddycham intuicyjnie i...atak mija.

Jakieś dwa tygodnie temu, tuż przed nowym rokiem był sobie w tv taki program na który czekałem. Program miał trwać ze 2 godz., po ok. godzinie poczułem, że nadchodzi "zły" :evil: .Odsłoniłem firankę z okna (dla wyjasnienia sytuacji: mieszkamy w domku, a tv mamy na parterze), uchyliłem okno (coby mieć fonię na podwórku) i udałem się do ogrodu. I tak sobie kukałem z zewnątrz przez okno (na zewnątrz było nieco powyżej zera) po kilkunastu minutach "zły" sobie poszedł i mogłem wrócić do środka. Ale to działa chyba na takie słabiutkie klasterki, bo jak następnego dnia przyszedł taki silniejszy i próbowałem go potraktować podobnie - świeżym powietrzem z ogródka to sie nie dał i zwyczajowo zagonił mnie do ciemnej łazienki (wtedy to moje ulubione miejsce). Poza tym takie ogladanie tv z ogródka może spowodować, że sobie sąsiedzi pomyślą, że rozrabiam i mnie "baba" za karę wygania z domu na zewnątrz :lol:
Zresztą u mnie jest tak, że na te słabe klasterki działają różne rzeczy, a to świerze powietrze, a to spacerowanie po łazience, a to jakiś okład ... tylko na te silne nic nie działa :evil:
Od kilku dni mam 2-3 ataki dziennie (właściwie to nocno-poranne) ale takie słabe i krótkie :D . Albo epizod sie kończy albo te tabletkowe tryptany działają, albo sam nie wiem co?

: 11 sty 2008, 10:05
autor: Bea
Na mnie nic nie działało bez względu na siłę ataku. Ten opisany przykład/i byc moze jeszcze jedna podobna sytuacja/ to wyjątki. Wtedy nie miałam slabego ataku, byl mocny, szybko sie rozwijał i naprawdę nic nie zapowiadało,że minie nagle.
Był jeszcze jeden wyjatkowy..nawet nie wiem,czy powinnam go opisywac, bo możecie mi nie uwierzyc,ale co tam... Trwający juz x czasu epizod z mocnymi atakami przezywanymi oczywiście na żywo. Ja już na wpół zywa. Noc, atak, ból nie do zniesienia. Chce mi się wyc,ale nie mam juz sił na nic. Siedzę w fotelu w ciemnym pokoju. Atak trwa,a ja wiem,że juz nie dam rady,że nie mam sił. Powiedziałam wtedy do P. Boga: Zabierz mi ten ból teraz, bo juz nie mam sił, nie dam rady ... i w tej chwili atak minął, choc nie było normalnego wyciszania bólu, ot jakby ktos go uciął. Naprawdę nie miałam już sił nawet fizycznych na przetrwanie tego ataku.

: 04 mar 2008, 03:40
autor: janek
Witam.(':wink:')
Może to nie do końca na temat. Kiedy byłem w szpitalu zimą przy atakach otwierałem okno i wdychałem to rześkie zimowe powietrze i zdarzało sie że ból sie zmniejszał .Poza tym dużo pale i mam chyba nadmiar tlenku węgla we krwi.Obecnie dotlenianie jakoś mi nie działa .
U mnie KBG trwa bz,moze mam krórsze ataki
Na Mnie działa jeszcze muzyka ,słuchałem kiedyś takiej piosenki GALI come into my live ,która wywoływała dreszczyk .wygląda to tak że skóra na twarzy mi sie marszczy i czuje przyjemny dreszcz na policzkach.Zdarzało sie ale teraz ciągle myśle o :twisted: i trudno oderwać myśli
ps Gratulacje Bea ,dużo zdrowia ,trzymaj sie bezboleśnie :lol: :lol: :lol:

i znowu napisałem coś na murze(forum)

: 15 mar 2008, 15:17
autor: Krzyniu
janek pisze: dużo pale i mam chyba nadmiar tlenku węgla we krwi
Tlenek wegla (CO) łączy się w trwały związek z hemoglobiną zwany karboksyhemoglobiną, m.in. dlatego palacze mają słabszą kondycję, bo hemoglogina "zajęta" przez CO nie przenosi tlenu do mięśni/komórek (w skrajnych przypadkach jeżeli związę za dużo hemoglobiny dochodzi do śmierci - napewno słyszałeś o zaczadzeniach, tlenek wegla to inaczej czad). Natomiast o ile mi wiadomo CO w żaden sposób nie powoduje rozszerzania naczyń krwionośnych.
To dwutlenek węgla (CO2) - który jest gazem obojętnym i nie reaguje z hemoglobiną rozpuszcza się w krwii i powoduje m. in. "obrzęk" naczyń krwionośnych co wg. jednej z teorii powoduje kbg. Dla klasterowców najmniej fajne jest to, że każdy z nas nawet w tej chwili wytwarza w swioch komórkach ten "niedobry" dwutlenek węgla :cry:
Ale cóż - tak już jest, gdybyśmy wytwarzali tlen to dopiero trzeba byłoby się martwić bo znaczyłoby to, że jesteśmy żodkiewkami albo innymi brzozami :lol: