Witam Was bardzo serdecznie
: 29 gru 2014, 16:59
Moja przygoda z panem Hortonem zaczęła się w 1977r., gdy miałam 17 lat. Pewnej nocy obudził mnie tak potworny ból, że krzyczałam, płakałam, wołałam mamę i Boga na pomoc. O dziwo, jak szybko i niespodziewanie przyszedł,tak samo nagle ustąpił. Byłam przerażona, nie wiedziałam co to było, to uczucie wyrywania oka, łzy, które same ciekły zanim jeszcze zaczęłam płakać, niekontrolowany wyciek z nosa, z uczuciem rozsadzania go od środka, ból wszystkich z osobna zębów po prawej stronie, nawet VI-stki, której już nie miałam, świder w okolicy ciemieniowej prawej i za uchem. Do tego światłowstręt, "dźwiękowstręt i ciepłowstręt" (tak to nazwałam), które ból potęgowały. Myślałam, że to jakiś psikus mojego organizmu, taki niesmaczny żart. Ale przez kilka następnych nocy historia powtórzyła się. Mama pognała mnie do lekarza, neurologa. I teraz, z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że lekarze nie słuchają pacjenta, a przynajmniej ja miałam z takimi kontakt. Mój "wybawiciel" usłyszał chyba tylko "ból głowy". Zdiagnozował migrenę, zapisał Polomigran, skasował za wizytę. Nie pomogło. Potem zapisał jeszcze coś tam, co oczywiście nie miało szans. A ból trwał, do ataków nocnych dołączyły dzienne, do 3/dobę. Zmieniłam lekarza. Tutaj, też z perspektywy czasu, mogę ocenić, że naiwność pacjenta jest wielka, a może to wiara w lekarza... Otóż, na pytanie każdego kolejnego lekarza (a było ich jeszcze 4): CZY PANI JUŻ GDZIEŚ SIĘ LECZYŁA?, odpowiadałam szczerze, że tak. I CO ZDIAGNOZOWANO? Migrenę. NO TAK, PROSZĘ PANI, BO TO JEST MIGRENA! Teraz już wiem, że nigdy nie wolno sobie tego robić! W tak zwanym między czasie zrobiono mi Rtg czaszki, kilkakrotnie EEG, badanie dna oka, i nic. Coffecorn brałam tonami, bo miał zapobiegać bólom, był czas akupunktury i akupresury, cały czas na tle różnych leków p.bólowych, które zawsze były w torebce i w domu, a które przecież nie pomagały. Mijały lata, ból towarzyszył mi nieprzerwanie, już do 5-8 razy na dobę, bez najmniejszych okresów remisji. W którymś momencie byłam przekonana, że mam raka mózgu, bo przecież nic innego nie może tak boleć!!! Według skali, którą dopiero tutaj znalazłam, moje bóle osiągają level 9-10, bardzo rzadko kończy się na 4-5. Wyszłam za mąż i po 2 latach ból się SKOŃCZYŁ!!!!! Cudownie się złożyło, bo akurat zaszłam w ciążę. Cieszyłam się życiem, mężem i mającym przyjść na świat dzieckiem:) Urodziłam śliczną córeczkę i cóż... wszystko wróciło do "normy". Ból nie odstępował tak jak przedtem, każdego dnia, czasem wielokrotnie w nocy, bałam się kłaść spać, byłam wyczerpana, wykończona fizycznie i psychicznie. Upłynął kolejny rok. Byłam tak zdesperowana, że poszłam na spotkanie gromadne z jakimś bioenergoterapeutą. Kilka dni po spotkaniu horror ustąpił i byłam bliska by zacząć wierzyć w te czary. Okazało się jednak, że znowu jestem w ciąży. Domyśliłam się, że w tym chyba tkwi sedno tej ulgi. Historia oczywiście zatoczyła krąg i powróciła na swoje tory. Znów minęło kilka lat z codziennym bólem, z tym znienawidzonym koszmarem. Leczyłam się wtedy u sławy rybnickiej, pani neurolog Ł. W Rybniku pojawił się pierwszy tomograf, dostałam skierowanie, zrobiłam badanie, i nic! Ale przynajmniej rak wykluczony. Jak każdy cierpiący szukałam ratunku, czytałam wszystko co było wówczas dostępne, a było niewiele. Aż natknęłam się na opracowanie naukowe Profesora Prusińskiego "Klasterowe bóle głowy". Przeczytałam z zapartym tchem, bo stwierdziłam, że książka napisana jest wręcz jak pod moje dyktando. Delikatnie, żeby nie urazić dumy, zasugerowałam mojej lekarce i .... dostałam op...dol. ALEŻ PROSZĘ PANI! TO JEST CHOROBA MĘŻCZYZN, W DODATKU, W WIEKU ŚREDNIM! Nijak nie pasowałam do tej szufladki.... Doszukałam się numeru telefonu do Kliniki Neurologicznej w Łodzi, zadzwoniłam do Profesora, a On mnie wysłuchał i powiedział, że jest zainteresowany, bo rzeczywiście choroba rzadko dotyczy kobiet i czy zgodzę się przyjechać do nich na 10 dni. Czy się zgodzę?! Czy ja się zgodzę?!!! To była muzyka dla moich uszu! To było coś o czym nawet nie śmiałam marzyć! Dzwoniłam do Niego, bo chciałam tylko zapytać czy to wszystko co proponuje w swojej książce można przeprowadzić ambulatoryjnie? Czy mogę szukać lekarza tu, u siebie, który zechce to zrobić pod dyktando tego opracowania? Suma sumarum Profesor potwierdził moje przypuszczenia, ustawił mnie na Lit i po 3 miesiącach bóle ustąpiły. Nie wracały przez całe, dłuuuugie 3 lata. Gdy wróciły wiedziałam, że to tylko na chwilę, góra na 3 miesiące, a potem przejdzie, nie będzie boleć znowu kilka lat. I tak po 15 latach ciągłego cierpienia Profesor Prusiński przywrócił mi chęć do życia. Znów cieszyłam się słońcem i ciepłem lata, zimą nie wystawiałam się w koszuli na balkon żeby w domu nie "spłonąć", nigdy już nie myślałam, że ulgę może przynieść tylko skok z VIIIp. Nie napisałam jak bardzo pomocna była mi w tych strasznych chwilach najbliższa rodzina, wiem, że przetrwałam tylko dzięki nim.
W tej chwili, po chyba 5-ciu latach remisji, znów pan Horton wyrywa mnie ze snu, nie trwa to długo, 30-40 min, rzadko godzinę. Ale tylko Wy wiecie ile trwa minuta tego bólu. Od tygodnia biorę Lit i wierzę, że choć męża już nie ma, sama pogonię ten koszmar, a jeśli do tego będę miała Wasze wsparcie to, o ileż będzie mi lżej.
Jeśli doczytałeś do końca to znaczy, że jesteś wielki i z chorobą też sobie poradzisz
Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
W tej chwili, po chyba 5-ciu latach remisji, znów pan Horton wyrywa mnie ze snu, nie trwa to długo, 30-40 min, rzadko godzinę. Ale tylko Wy wiecie ile trwa minuta tego bólu. Od tygodnia biorę Lit i wierzę, że choć męża już nie ma, sama pogonię ten koszmar, a jeśli do tego będę miała Wasze wsparcie to, o ileż będzie mi lżej.
Jeśli doczytałeś do końca to znaczy, że jesteś wielki i z chorobą też sobie poradzisz
Pozdrawiam wszystkich serdecznie.