Witaj, miło mi
Z Twojego posta wynika, że mamy podobnie długi "staż", a myślałam, że będę jedynym dinozaurem w tym miłym towarzystwie

.
Ty jednak miałeś trochę więcej szczęścia w dostępie do fachowców, którzy chcieli zgłębiać temat, mogę Ci tylko zazdrościć. Przez 15 lat byłam leczona na migrenę (i kazali nauczyć się z tym żyć!), choć wewnętrznie czułam, a i literatura fachowa nie opisywała migreny o podobnym przebiegu jaki obserwowałam u siebie. Nie miałam tu, w moim kochanym acz zapyziałym wtedy mieście, lekarza, który wysłuchałby jakie podaję objawy.
Początki były straszne, bo podszyte lękiem o życie. Z drugiej strony, nie jeden raz dziękowałam Bogu, że w naszym kraju nie ma zbyt łatwego dostępu do broni.
Jak sobie radzę.... Raczej sobie nie radzę, bo gdyby tak było to nie byłoby mnie tutaj. Zaczyna się w skroni, świdruje, wwierca się, aż dochodzi do oczodołu, potem chce wyrwać oko, wypychając je jednocześnie, ale nie potrafi, bo mam je zamknięte i dociskam zimnym ręcznikiem, tylko łzy się wydobywają. Ale ten za karę dobiera się do moich zębów, wszystkich po prawej stronie, dolnej i górnej szczęki. To już jest etap kiedy wyję z bólu. Płuczę usta zimną wodą albo biorę kostkę lodu jeśli jestem jeszcze w stanie dojść do kuchni. Potem wyrzucam lód, bo zbyt duże zimno potęguje ból. Masuję bolące dziąsła i zęby, wszystkie razem i każdy z osobna. Na tym etapie, latem siedzę w łazience, na kaflach, bo są zimne, a zimą na balkonie. Mam wrażenie, że gdyby nie chłód to spłonę od środka, muszę związać włosy, bo palą mnie w kark. Nie pocę się, tak jak czytałam tu, w którymś poście, tylko uczucie wielkiego gorąca, które jakby potęguje ból. Cały czas mam zimny ręcznik, który dociskam do najbardziej bolącego miejsca, jeśli oko jest schłodzone to znów na pół minuty chłodzę skroń, to znów dociskam okolicę ciemieniową żeby jej nie wyrwało, to znów miejsce za uchem, a potem znowu jednocześnie oko i szczęki, i tak bez końca. Próbowałam z okładami z lodu, ale lód jest twardy i jeśli nawet w pierwszym momencie daje ulgę to, za chwilę sprawia przykre odczucie. Nawet nie wiem jak to nazwać... Jest moment, że dociskam głowę do pralki ( choć jest twarda), ale za chwilę muszę przycisnąć ręcznik, bo twardość zwiększyłaby uczucie bólu. Mokry ręcznik ma dodatkowo tę zaletę, że można go łatwo, kilkoma ruchami, schłodzić. Cały czas siedzę (nie potrafiłabym chodzić) i kiwam się w przód i tył lub na boki, w zależności od tego co akurat przynosi ulgę.
W czasie ataku muszę mieć zimno, ciemno i cicho. Najmniejszy szelest, promyk światła czy źródło ciepła potęgują ból. Najgorzej gdy dopada mnie w pracy czy na ulicy, na mieście. Nie ma się gdzie schować. W pracy wiedzą i widzieli już moje ataki. Współczują mi, pomagają jak mogą, wiedzą, że pan Horton rzuca mną w kąt i jestem całkowicie wyłączona. Nie miałam nigdy, w trakcie bólu ataków agresji czy złości (chyba, że ktoś nagle zaświecił porażające mnie światło). O skoku z balkonu czy okna owszem, myślałam. Na szczęście instynkt samozachowawczy i macierzyński były silniejsze.
Miałam teraz długą remisję, ale znowu się zaczęło. Nigdy nie brałam nic na przerwanie ataku. W fazie początkowej, tej "migrenowej" lekarze mówili, że po wystąpieniu wymiotów ból zaczyna schodzić. Być może w migrenie, prowokowałam, mnie nie pomogło. Tlenu, przez 15 lat nikt mi nie proponował. A potem miałam już Lit i perspektywę remisji, wybawienia, narodzin na nowo!:) Teraz też jestem w fazie brania Litu i wysycania się nim. Mam nadzieję, że jak zawsze, nie zawiedzie mnie:)
Łatwiej było mi przez to przechodzić gdy żył mój mąż. Miał świętą cierpliwość, chłodził mi ręcznik, przytulał mnie (albo to ja przyciskałam prawą połowę głowy do niego chwilami mocniej, chwilami lżej) razem z moim lodowatym okładem, był przy mnie mokry i zziębnięty, ale nie odstępował mnie nawet jeśli przed chwilą pokłóciliśmy się, przynosił mi wodę i chusteczki do nosa, nie spał jak ja nie spałam, był przy mnie. Co ciekawe, odczuwałam niejaką ulgę gdy przykładał dłoń do mojej skroni mimo, że nie była taka chłodna jak ręcznik. Może to poczucie bezpieczeństwa....? To było dawno...
Ależ się rozpisałam;) Gaduła ze mnie. Ale zdałam sobie też właśnie sprawę, że nigdy, z nikim w ten sposób nie rozmawiałam o moich dolegliwościach. Zawsze to tylko podanie suchych faktów o objawach choroby i przyjmowanym leku.
Sorry jeśli przynudzam, jakoś tak mi wyszło
Mam pytanie. Obejrzałam dzisiaj filmik na wykop.pl i przyznam, byłam w szoku. Czy ktoś z Was ma taki sposób na łagodzenie bólu jak ta dziewczyna?