Moja historia
: 14 cze 2007, 00:51
Witajcie!
Mam na imię Aleko.Cieszę się ogromnie,że znalazłem to forum i przy okazji dziękuję jego "twórcom" za możliwość poznania jakże bliskich w pewnym sensie mi ludzi.
Po dwóch latach "bestia" powróciła - inaczej bym się tu nie znalazł.
Po jednym dniu czytania postanowiłem się zarejestrować,może moje doświadczenia też kiedyś komuś pomogą.
Tak jak w wypadku większości z Was zdiagnozowanie mojego KBG trwało
kilka lat.Zaczęło się w połowie lat osiemdziesiątych.Najpierw długotrwałe leczenie u stomatologa zakończone usunięciem dwóch zębów(pamiętam ulgę po zabiegu,że już mnie nic nie będzie tak strasznie boleć.I szokujące zdziwienie na drugi dzień.Pobiegłem nawet do dentystki z reklamacją
)
Poźniej było podejrzenie zatok,zapalenia nerwu trójdzielnego.Oczywiście
nic nie pomagało.Ataki mijały po miesiącu,dwóch i wracały po roku,półtorej.Potrafiłem zjeść osiem gardanów,tabletek z krzyżykiem naraz.Piłem pyralginę w zastrzykach i łudziłem się,że to przynosi ulgę.Kiedyś podczas napadu wytarzałem się po podłodze i nie mogąc już wytrzymać bólu wybiegłem z domu do apteki po środki przeciwbólowe.Pech chciał ,że akurat do autobusu weszli kontrolerzy-ja nie miałem oczywiście biletu,ale było mi wszytsko jedno...Potem zapłaciłem karę.
Po kilku latach trafiłem do jednej z najlepszych neurolog w Rzeszowie.
Pamiętam ona zapisała mi ergotaminę,coffecorn forte i jakieś tabletki robione w aptece.Nic nie pomogło.Po dwóch miesiącach poddała się i dostałem skierowanie do Szpitala na neurologię.Był 1992 rok.Tu od razu zorientowałem się,że jestem w rękach fachowców.Pani ordynator "na dzień dobry" zapodała mi pod język nitroglicerynę i za kwadrans przyszła obejrzeć jak wygląda mój atak bólowy.Potem przez tydzień mnie przebadali,wykonali EEG,tomografię.Dostałem diagnozę - Ból głowy Hortona i receptę na lit,który do dziś mnie jeszcze nigdy nie zawiódł.
Do tej pory przez te wszystkie lata byłem u kilku neurologów,którzy robiąc wywiad polegali na moich relacjach,że mój "horton" idzie na lit.Wypisywali receptę,po sprawdzeniu w podręczniku kazali badać jego stężenie we krwi i odsyłali do domu.Problem w tym,że w Rzeszowie nikt tego nie robi,potrzebne by chyba było jakieś wyspecjalizowane laboratorium.Tak więc od paru dobrych, lat gdy bestia się budzi, sam "organizuję" sobie receptę i pilnując,żeby nie przekroczyć zalecanej dawki prowadzę kurację.Próbowałem tlenu kilka razy,raz miałem tak ostry napad,że trafiłem na ostry dyżur do szpitala,a tam tramal w tyłek i tlen.Ale znów nie pomogło.
Nie będę Was już dłużej zanudzał.Po dwóch atakach wczorajszych i jednym,okropnym, dzisiejszym czterogodzinnym,dziś zacząłem brać lit(zostało mi trochę sprzed dwóch lat).Wystraczy mi go na 22 dni.
Dziękuję,że mnie wysłuchaliście
Resztę opiszę może w innych wątkach.
Pozdrawiam.
Poczułem ulgę.
Mam na imię Aleko.Cieszę się ogromnie,że znalazłem to forum i przy okazji dziękuję jego "twórcom" za możliwość poznania jakże bliskich w pewnym sensie mi ludzi.
Po dwóch latach "bestia" powróciła - inaczej bym się tu nie znalazł.
Po jednym dniu czytania postanowiłem się zarejestrować,może moje doświadczenia też kiedyś komuś pomogą.
Tak jak w wypadku większości z Was zdiagnozowanie mojego KBG trwało
kilka lat.Zaczęło się w połowie lat osiemdziesiątych.Najpierw długotrwałe leczenie u stomatologa zakończone usunięciem dwóch zębów(pamiętam ulgę po zabiegu,że już mnie nic nie będzie tak strasznie boleć.I szokujące zdziwienie na drugi dzień.Pobiegłem nawet do dentystki z reklamacją
Poźniej było podejrzenie zatok,zapalenia nerwu trójdzielnego.Oczywiście
nic nie pomagało.Ataki mijały po miesiącu,dwóch i wracały po roku,półtorej.Potrafiłem zjeść osiem gardanów,tabletek z krzyżykiem naraz.Piłem pyralginę w zastrzykach i łudziłem się,że to przynosi ulgę.Kiedyś podczas napadu wytarzałem się po podłodze i nie mogąc już wytrzymać bólu wybiegłem z domu do apteki po środki przeciwbólowe.Pech chciał ,że akurat do autobusu weszli kontrolerzy-ja nie miałem oczywiście biletu,ale było mi wszytsko jedno...Potem zapłaciłem karę.
Po kilku latach trafiłem do jednej z najlepszych neurolog w Rzeszowie.
Pamiętam ona zapisała mi ergotaminę,coffecorn forte i jakieś tabletki robione w aptece.Nic nie pomogło.Po dwóch miesiącach poddała się i dostałem skierowanie do Szpitala na neurologię.Był 1992 rok.Tu od razu zorientowałem się,że jestem w rękach fachowców.Pani ordynator "na dzień dobry" zapodała mi pod język nitroglicerynę i za kwadrans przyszła obejrzeć jak wygląda mój atak bólowy.Potem przez tydzień mnie przebadali,wykonali EEG,tomografię.Dostałem diagnozę - Ból głowy Hortona i receptę na lit,który do dziś mnie jeszcze nigdy nie zawiódł.
Do tej pory przez te wszystkie lata byłem u kilku neurologów,którzy robiąc wywiad polegali na moich relacjach,że mój "horton" idzie na lit.Wypisywali receptę,po sprawdzeniu w podręczniku kazali badać jego stężenie we krwi i odsyłali do domu.Problem w tym,że w Rzeszowie nikt tego nie robi,potrzebne by chyba było jakieś wyspecjalizowane laboratorium.Tak więc od paru dobrych, lat gdy bestia się budzi, sam "organizuję" sobie receptę i pilnując,żeby nie przekroczyć zalecanej dawki prowadzę kurację.Próbowałem tlenu kilka razy,raz miałem tak ostry napad,że trafiłem na ostry dyżur do szpitala,a tam tramal w tyłek i tlen.Ale znów nie pomogło.
Nie będę Was już dłużej zanudzał.Po dwóch atakach wczorajszych i jednym,okropnym, dzisiejszym czterogodzinnym,dziś zacząłem brać lit(zostało mi trochę sprzed dwóch lat).Wystraczy mi go na 22 dni.
Dziękuję,że mnie wysłuchaliście
Pozdrawiam.
Poczułem ulgę.