Klaster po botoksie
: 03 kwie 2012, 13:21
Kochani,
postanowiłam napisać o swoich doświadczeniach - ostatnich- choć większość o nich wie bo jednakowoż dosyć często kontaktujemy się i wszystko Wam mówię. Niemniej czasem zdarza się nowy człek co nic nie wiem. Ale do rzeczy.
W zeszłym roku w maju - za namową dobrych ludzi dałam sobie wstrzyknąć botoks albowiem juz byłam zdesperowana okrutnie. Odstawiłam wszystkie leki poza isotinem, który brałam w dawce 2x 120 mg=240 dziennie. I tak minęło najapiękniejsze 9 miesięcy w moim życiu, Bez ataków, bez imi, bez tlenu, bez lekarzy, bez myślenia o tym gównie. jednak dobry czas się skończył i jakiś miesiąc temu zaczęłam odczuwać bóle. Na początku bagatelizowałam bo mysłałam, że może wiosna czy co? Niepotrzebnie. Bo jak już zbagatelizowałam to zaczeło się na maksa. W nocy ataki co godzinę - do 6-7 razy. Skala różna. 5,7 ale i parę razy 10. Resztka starego imi poszła w ruch ( oczywiście już nie nie mam). Pojechałam do pani doktor i wymogłam na niej kolejną dawkę botoksu. Taką jak poprzednio. 3/4 apułki. Ale nic się nie zmieniło. Nic. Czyżby po jednym razie Horton już nauczył się botoksu? W każdym razie, szybciutko pojechałam po tlen ( butlę zużyłam w ciągu 5 dni
Cały czas biorę i brałam isoptin. Bez zmian. Ponieważ wyjeżdżałam za granicę i wiedziałam, że ani imi ani tlenu nie mam zdecydowałam się na atak sterydowy, ale w prochach. Na szczęście miałam tego spory zapas. i Tak siekam dexomethason. Duże dawki i powolne schodzenie. Jeszczę schodzę. Nie mogę powiedzieć, ze czuję się dobrze. Raczej nie. O psyche nie mówię bo nie ma o czym, tradycyjnie spuchłam, mam ataki gorąca i słabości, boli mnie serce, stawy bolą jak u babci.....i wszystko co sobie wymyślicie. Co z atakami? Są. Jeden, dwa w nocy. Lżejsze, zdecydowanie ale są.... nie wiem co będę robić dalej bo już nie mam pomysłów. Może ktoś coś podpowie. Botoks nic nie pomógł, sterydy też nie za bardzo. Co robić? Co robić?
postanowiłam napisać o swoich doświadczeniach - ostatnich- choć większość o nich wie bo jednakowoż dosyć często kontaktujemy się i wszystko Wam mówię. Niemniej czasem zdarza się nowy człek co nic nie wiem. Ale do rzeczy.
W zeszłym roku w maju - za namową dobrych ludzi dałam sobie wstrzyknąć botoks albowiem juz byłam zdesperowana okrutnie. Odstawiłam wszystkie leki poza isotinem, który brałam w dawce 2x 120 mg=240 dziennie. I tak minęło najapiękniejsze 9 miesięcy w moim życiu, Bez ataków, bez imi, bez tlenu, bez lekarzy, bez myślenia o tym gównie. jednak dobry czas się skończył i jakiś miesiąc temu zaczęłam odczuwać bóle. Na początku bagatelizowałam bo mysłałam, że może wiosna czy co? Niepotrzebnie. Bo jak już zbagatelizowałam to zaczeło się na maksa. W nocy ataki co godzinę - do 6-7 razy. Skala różna. 5,7 ale i parę razy 10. Resztka starego imi poszła w ruch ( oczywiście już nie nie mam). Pojechałam do pani doktor i wymogłam na niej kolejną dawkę botoksu. Taką jak poprzednio. 3/4 apułki. Ale nic się nie zmieniło. Nic. Czyżby po jednym razie Horton już nauczył się botoksu? W każdym razie, szybciutko pojechałam po tlen ( butlę zużyłam w ciągu 5 dni