Czy to bol klastrowy?
: 30 sty 2012, 18:22
Witajcie!
Boli mnie glowa... jak tu wszystkich
Ale zastanawiam sie czy aby na pewno jest to to, co zdiagnozowal lekarz - teraz i 3 lata temu inny lekarz w innej sytuacji powiedzieli to samo: bóle Hortona. Ale skoro jest tu tylu "praktykow", wielu z was przeszlo juz naprawde duzo, to moze przeczytacie i powiecie co o tym sadzicie. Niezaleznie od Waszych uwag na pewno nie zaniedbam neurologa i okulisty jak mi obecnie lakrza pierwszego kontaktu zalecil.
Pierwszy z dwoch przypadkow mialem ok 3 lat temu - nagly bardzo silny pulsujacy i wzerjacy sie w glowe bol, w czasie ktorego myslalem - no mam wylew cholera... to juz po mnie. Ale po polaniu sobie glowy zimna woda, bo tak mnie jakos naszlo bol lekko ustepowal. Po ok 5 minutach bol przechodzil o ile sie nie ruszalem i spokojnie oddychalem. Proba wstania (bo siedzialem), ruszenia glowa, powodowalo od razu wnowienie pulsujacego bolu, ale juz nie tak poteznego jak na poczatku, jakos tam do zniesienia, chociaz wciaz psychika mowila mi ze to cos mocno nie tak i trzeba sie bac. Te pare lat temu sytuacja byla bardzo dziwna, bo bylem w stanie odjac sobie ten bol zupelnie... wystarczylo zdjac okulary i lezec sobie na plecach patrzac sie tępo w sufit i masowac glowe. Bol przechodzil po kilkunastu minutach, poki nie probowalem wstac albo nie zakladalem okularow (no bo sie czlowiek nudzi i chce poczytac). Proba polozenia sie na jakims boku konczy sie tym samym - tepy pulsujacy bol za prawym okiem wraca.
Ostatecznie dostalem przeciwbulowo Dexak i Vinpoton. Dexak powodowal praktycznie usuniecie bolu, i o ile nie siadalem do komputera, albo nie zaczynalem czytac, moglem funkcjonowac w miare normalnie.
Okulista skonsultowany nic nie wykryl, neurolog powiedzial cos w stylu: panie, jak pan potrafi sobie bol zupelnie zniweczyc, to nie jest to schorzenie neurologiczne. Dwoch tak powiedzialo
No i obecnie mam po trzech latach to samo - zaczelo sie tak samo - od silnego kilkunastosekunowego ataku, ktory mi powiedzial "stary, masz wylew!", po czym wszystko ustalo (do poziomu znosnego) po kilkunatu minutach masowania glowy i zimnej wody, pulsujacy bol zostal.
To co wskazuje na klaster to o ile dobrze rozumiem co czytam o tego typu bolach to:
- bol obejmuje jedna strone glowy, za okiem, a takze czesc szczeki i lekkie dretwienie szyji
- w obu przypadkach diagnoza lekarzy ze to Horton
- nie bylo zadnych objawow zwiazanych z krazeniem/wylewem, tj. jakichs niedowladow, zaslabniec, utraty wzroku itd
To co chyba przeczy ze to Horton:
- w obu przypadkach byl konkretny trigger otoz bol zaczynal sie w trakcie seksu, co chyba moze mowic ze sprawa jest z krązeniem (ale lekarzom o tym "triggerze" mowilem i mimo to twierdzili ze to Horton)
- za 1 razem dostalem lek przeciwmigrenowy (Sumamigren chyba?) nic nie pomogl, potem wieksza dawke - takze zupelnie nic nie pomogl
- pomogl Dexak (wtedy on i tylko on, teraz kiedy mam jakby lagodniejszy atak bolu pomaga takze Aspiryna w wiekszej dawce lub paracetamol w bardzo duzej dawce, chociaz nie do konca, ale troche jednak tak). Tu musze zauwazyc ze ja generalnie nie jadam zadnych leko, nawet przy bolu glowy, wiec moj organizm nie jest do nich przyzywczajony.
Jak wy to widzicie ?
Boli mnie glowa... jak tu wszystkich
Pierwszy z dwoch przypadkow mialem ok 3 lat temu - nagly bardzo silny pulsujacy i wzerjacy sie w glowe bol, w czasie ktorego myslalem - no mam wylew cholera... to juz po mnie. Ale po polaniu sobie glowy zimna woda, bo tak mnie jakos naszlo bol lekko ustepowal. Po ok 5 minutach bol przechodzil o ile sie nie ruszalem i spokojnie oddychalem. Proba wstania (bo siedzialem), ruszenia glowa, powodowalo od razu wnowienie pulsujacego bolu, ale juz nie tak poteznego jak na poczatku, jakos tam do zniesienia, chociaz wciaz psychika mowila mi ze to cos mocno nie tak i trzeba sie bac. Te pare lat temu sytuacja byla bardzo dziwna, bo bylem w stanie odjac sobie ten bol zupelnie... wystarczylo zdjac okulary i lezec sobie na plecach patrzac sie tępo w sufit i masowac glowe. Bol przechodzil po kilkunastu minutach, poki nie probowalem wstac albo nie zakladalem okularow (no bo sie czlowiek nudzi i chce poczytac). Proba polozenia sie na jakims boku konczy sie tym samym - tepy pulsujacy bol za prawym okiem wraca.
Ostatecznie dostalem przeciwbulowo Dexak i Vinpoton. Dexak powodowal praktycznie usuniecie bolu, i o ile nie siadalem do komputera, albo nie zaczynalem czytac, moglem funkcjonowac w miare normalnie.
Okulista skonsultowany nic nie wykryl, neurolog powiedzial cos w stylu: panie, jak pan potrafi sobie bol zupelnie zniweczyc, to nie jest to schorzenie neurologiczne. Dwoch tak powiedzialo
No i obecnie mam po trzech latach to samo - zaczelo sie tak samo - od silnego kilkunastosekunowego ataku, ktory mi powiedzial "stary, masz wylew!", po czym wszystko ustalo (do poziomu znosnego) po kilkunatu minutach masowania glowy i zimnej wody, pulsujacy bol zostal.
To co wskazuje na klaster to o ile dobrze rozumiem co czytam o tego typu bolach to:
- bol obejmuje jedna strone glowy, za okiem, a takze czesc szczeki i lekkie dretwienie szyji
- w obu przypadkach diagnoza lekarzy ze to Horton
- nie bylo zadnych objawow zwiazanych z krazeniem/wylewem, tj. jakichs niedowladow, zaslabniec, utraty wzroku itd
To co chyba przeczy ze to Horton:
- w obu przypadkach byl konkretny trigger otoz bol zaczynal sie w trakcie seksu, co chyba moze mowic ze sprawa jest z krązeniem (ale lekarzom o tym "triggerze" mowilem i mimo to twierdzili ze to Horton)
- za 1 razem dostalem lek przeciwmigrenowy (Sumamigren chyba?) nic nie pomogl, potem wieksza dawke - takze zupelnie nic nie pomogl
- pomogl Dexak (wtedy on i tylko on, teraz kiedy mam jakby lagodniejszy atak bolu pomaga takze Aspiryna w wiekszej dawce lub paracetamol w bardzo duzej dawce, chociaz nie do konca, ale troche jednak tak). Tu musze zauwazyc ze ja generalnie nie jadam zadnych leko, nawet przy bolu glowy, wiec moj organizm nie jest do nich przyzywczajony.
Jak wy to widzicie ?