Z bólami głowy zaczęłam borykac się od dawna, ale jak to każdego coś tam zaboli. Wzięło sie jakiś środek przeciwbólowy i przeszło. Potem z czasem było gorzej i gorzej. Bóle były silniejsze i pigułki przestawały działać... Ból przychodził, jakby podstępnie, najpierw delikatny lewostronny dyskomfort z tyłu głowy, potem rozprzestrzenianie się na cała połowę, wprost przeszywający od tyłu głowy do skroni, łzawienie oka przy tym, ból oczodołu promienujący nawet do ucha. przy tym zatkany nos. Pierwsze diagnozy zapalenie zatok, masa antybiotyków, nie przynoszacych zadnych efektów. Potem zastrzyki na wzmocnienie organizmu i dalej nic. W końcu wysłano mnie do neurologa, zlecił prześwietlenie kregosłupa. Diagnoza - Lekkie schorzenie kregosłupa i przeciązenie kręgów szyjnych. ALE Z TYM MOŻNA ŻYĆ tak mi powiedziała pani neurolog. Przepisała Medocalm i 4 krotna dawke magnezu. Ale i po tym bóle nie przeszły. zycie codzienne stało sie koszmarem. poranne wstanie, odprowadzenie dziecka do szkoły i z powrotem powrót do łóżka, bo ból rozrywał mi głowę... wprost wyłam z bólu,starałam sie leżeć, na zmiane chodząc...i tak trwała godzina, nie raz dwie...dopóki jakimś cudem nie udało mi sie zasnąć...wtedy po przebudzeniu sie bólu nie było... i tak ataki trwały miesiąc, dwa... zwłaszcza w okresie jesienno wiosennym... Nie łykałam, zadnych leków przeciwbólowych, bo nie pomagało, a moja watrobą juz tez dawała oznaki...Mój internista stwierdził, ze to od kręgosłupa, kazał ćwiczyć, chodzić z głowa spuszczoną do dołu, zmienic tryb życia. Postanowiłam zacząć chodzic na masaże. Przy okazji opowiadając co mi jest. Masazystka stwierdziła Zespól Hortona i tylko wspólczuła... dwa długie zabiegi masazy i przeszło na 1.5 roku... Jaka byłam szczęsliwa
Niestety kilka dni temu przy wspólnej lampce wina z mężem... chwila grozy... znowu bóle. Atak trzyma mnie godzinę, lub więcej.i zaczynają być znowu regularne tzn bez wzgledu na wszystko co trzeci dzień mnie łapie