Witam i dzięki!
: 24 sty 2011, 02:11
Witam serdecznie wszystkich forumowiczów!
Od tygodnia wiem wreszcie DOKŁADNIE co mi dolega od około 30-tu lat.
Prawa strona za gałką, wszystkie typowe książkowe objawy, poziomy - to dalej.
Krótko: jako nastolatek, przeważnie dwa razy w roku - najczęściej wiosną przy pierwszym większym promyku słońca oraz jesienią, przeważnie późną, dopadały mnie bóle. Najpierw krótkie, kilku-kilkunastominutowe, codziennie o tej samej porze dnia, przez kilka tygodni. Walczyłem z nimi metodami niekonwencjonalnymi, np. stawaniem na głowie (może powodowało to lepsze dotlenienie?). Już wtedy wiedziałem, że leki przeciwbólowe nie działają - ale dodatkowo, może subiektywnie, przedłuzają ból. Lekarze - porażka ( np."Może sekcja zwłok dopiero by coś wykazała").
Zyję z tym nadal, jak czytam o innych, to mój klasterek jest nawet super. Np. jest sterowalny: ponieważ bóle najczęściej mam raz dziennie, to w przypadku pory wieczorowej jestem w domu, i nie ma sensacji; jak przydaży się okres przedpołudniowy, to np. nie śpię przez dobę, i przestawiam go na wieczór. Generalnie ból jest przewidywalny i najważniejsze, by się gdzieś zaszyć.
Od kilkunastu lat bóle są dłuższe. Zwijam się, naciskam na głowę najlepiej zimną poduszką i czekam na sen.
Statystyk nie prowadzę, staram się nie myśleć o poprzednich bólach i generalnie jestem optymistą, dlatego poziom okreslam do ósemki, gdyż nigdy nie zastanawiałem się "dlaczego ja" ani też nie miałem myśli samobójczych.
Dzięki za stronę, wreszcie wiem, że mogę przekazać rodzinie i znajomym, że nie jestem wyjątkiem.
Od tygodnia wiem wreszcie DOKŁADNIE co mi dolega od około 30-tu lat.
Prawa strona za gałką, wszystkie typowe książkowe objawy, poziomy - to dalej.
Krótko: jako nastolatek, przeważnie dwa razy w roku - najczęściej wiosną przy pierwszym większym promyku słońca oraz jesienią, przeważnie późną, dopadały mnie bóle. Najpierw krótkie, kilku-kilkunastominutowe, codziennie o tej samej porze dnia, przez kilka tygodni. Walczyłem z nimi metodami niekonwencjonalnymi, np. stawaniem na głowie (może powodowało to lepsze dotlenienie?). Już wtedy wiedziałem, że leki przeciwbólowe nie działają - ale dodatkowo, może subiektywnie, przedłuzają ból. Lekarze - porażka ( np."Może sekcja zwłok dopiero by coś wykazała").
Zyję z tym nadal, jak czytam o innych, to mój klasterek jest nawet super. Np. jest sterowalny: ponieważ bóle najczęściej mam raz dziennie, to w przypadku pory wieczorowej jestem w domu, i nie ma sensacji; jak przydaży się okres przedpołudniowy, to np. nie śpię przez dobę, i przestawiam go na wieczór. Generalnie ból jest przewidywalny i najważniejsze, by się gdzieś zaszyć.
Od kilkunastu lat bóle są dłuższe. Zwijam się, naciskam na głowę najlepiej zimną poduszką i czekam na sen.
Statystyk nie prowadzę, staram się nie myśleć o poprzednich bólach i generalnie jestem optymistą, dlatego poziom okreslam do ósemki, gdyż nigdy nie zastanawiałem się "dlaczego ja" ani też nie miałem myśli samobójczych.
Dzięki za stronę, wreszcie wiem, że mogę przekazać rodzinie i znajomym, że nie jestem wyjątkiem.