Strona 1 z 1

Andrzej 26 przywitanie i moj sposob (testuje)

: 21 gru 2010, 11:26
autor: Sofroniusz
Witam Was bardzo ciepło:)
To jest mój pierwszy post. Napiszę kilka słów o sobie i o moim "przyjacielu".
Pierwszy atak pamiętam w 2003 może 2004 roku. Szedłem sobie ze znajomym ulicą i nagle mnie złapało. Ból głowy jak to ból głowy- przejdzie- pomyślałem.
Po chwili byłem już w jakimś markecie i płaciłem za paczkę APAPu czy innego niepomagającego leku. Zażyłem chyba całą paczkę. Nie czułem widocznej i szybkiej poprawy. Siedziałem tak pod murem (z levelem 8 ) w mieście, zdając sobie sprawę ze społeczeństwo odbiera mnie jak jakiegoś ćpuna czy menela. Znajomy nie wiedział co zrobić. Po jakimś czasie mi przeszło. Problem był taki (i jest) że podczas ataku całkowicie tracę rachubę czasu.
Od pierwszego ataku sytuacja powtarzała się 2-3 razy do roku i mam w trakcie takiej "sesji" 3-4 ataki osiągające poziom 9. "Sesja trwa około miesiąca a ataki trwają od kilkunastu minut do kilku godzin. Prawie zawsze wyzwalaczem jest alkohol.
Jak widzicie, jestem szczęściarzem w nieszczęściu :) pomiędzy klastrami jest taki odstęp czasowy, że potrafię o tym "darze" zapomnieć. Czytałem trochę forum i wiem że Was ból potrafi nachodzić znacznie częściej, trwać dłużej i serwuje więcej niezapomnianych wrażeń.
Ostatni atak miałem dzisiaj w nocy. Po wypiciu 150gr wódki zaczęło się. Przeprosiłem towarzystwo i położyłem się na łóżku- czekałem aż przejdzie. Niestety ból zaczął się nasilać. Zacząłem zastanawiać się co może mi pomóc. Wiedziałem ze tlenu nie mam, że do lekarza nie pojadę i że środki przeciwbólowe mogę sobie wsadzić w ... . Nagle przypomniałem sobie, że mam odrobinkę trawy gdzieś na szafie. Zszedłem na dół, skręciłem skręta, zapaliłem. Czytałem wiele artykułów na temat przeciwbólowych właściwości zielska, czas było sprawdzić czy działa na klaster. Wróciłem na górę i położyłem się. W pierwszej chwili, myślałem że puszczę "pawia". Po 5 może 10 minutach, ból przeszedł. Przeszedł tak nagle jak się pojawił. Z levelu 8 na 1 w przeciągu kilku sekund. Zastanawiam się teraz nad tym, czy fakt że atak przeszedł mógł być spowodowany tym że zapaliłem skręta. To był mój pierwszy atak w tej "sesji", więc wiem że ból pojawi się do kilku dni. Wiem co wtedy zrobię. Spróbuje jeszcze raz. Jeżeli działa- super.
Jak wczorajszy atak się skończył, zacząłem pytać żonę która poszczególna część ile trwała. Oto co udało mi się ustalić:
Level 1 trwał kilka minut, nasilenie się do 7 trwało około 2 minuty. Wtedy poszedłem na górę, leżałem 15 minut, zaszedłem na dół zapaliłem. Od tego momentu, do chwili kiedy nie czułem już bólu minęło mniej niż 10 minut.
Na zakończenie chciałem powiedzieć, że nikogo do niczego nie namawiam, dzielę się jedynie swoim doświadczeniem.
Życzę wesołych Świąt bez klastra.

Re: Andrzej 26 przywitanie i moj sposob (testuje)

: 21 gru 2010, 15:02
autor: piter
Witaj na forum Sorf......Andrzej

Re: Andrzej 26 przywitanie i moj sposob (testuje)

: 21 gru 2010, 20:16
autor: Niika
Cześć Sofroniuszu,
Botox też początkowo miał inne zastosowanie, a teraz leczy migrenowe bóle głowy, no i nasze KBG :D.
Powodzenia w swoich badaniach nad skrętem i daj znać co po drugiej próbie.

Przy moich klastrach też tracę rachubę czasu. Mój Klaster trwa do 1,5h, a mój biologiczny zegar liczy je x3.

Pozdrawiam Cię serdecznie,
Weronika

Re: Andrzej 26 przywitanie i moj sposob (testuje)

: 22 gru 2010, 15:48
autor: Sofroniusz
Witam Was :)
Fajnie że odpisujecie. Zgadza się, my klasterowcy potrafimy załamać wektor czasu :D
A tak na poważnie, to gdyby nie relacja żony, to nie wiedział bym ile trwał atak, czas narastania i ile czasu po zjaraniu zielska ból ustał. To jest bardzo ciekawe w jaki sposób... Po zjaraniu kilka (naście) minut przeszło ale z chwili na chwile. Mogę to porównać do szczypania, boli, ale jak się przestaje szczypać nagle przestaje. Jak u Was ból ustaje? Stopniowo czy nagle?

Re: Andrzej 26 przywitanie i moj sposob (testuje)

: 23 gru 2010, 00:09
autor: gnatek
jedną z pierwszych rzeczy , którą u siebie wyrobiłem to kontrola czasu. na początku choroby ataki były bardzo regularne 45-50 min. zegar musiał być w zasięgu wzroku. tylko upływające minuty pozwalały jakoś to przetrwać. teraz wygląda to troche inaczej bo regularność szlag trafił, ale i tak zegar to podstawa ( zwłaszcza przy prowadzeniu statystyk napadów). co do ustepowania bólu, to określałem go w swoim przypadku na dość nagłe. niestety , moje ostatnie rzuty pokazały , że regularność to szczęście niedane raz na zawsze :(
pozdrawiam :)

Re: Andrzej 26 przywitanie i moj sposob (testuje)

: 24 gru 2010, 14:02
autor: Sofroniusz
Wczoraj przeprowadziłem eksperyment. Wypiłem 160ml wódki, która w moim przypadku jest świetnym triggerem, ból pojawił się po upływie godziny od pierwszego kieliszka. Osiągnął poziom 2. Po spaleniu szczypty trawska (z lufki), ból ustąpił. Dzisiaj Wigilia, więc zapewne poleje się "wyzwalacz" (wypiję wasze zdrowie). Jeżeli KBG się pojawi, spróbuję zwalczyć go, lecz tym razem jeszcze mniejszą ilością. Zdam relacje.
Wesołych Świąt!

Re: Andrzej 26 przywitanie i moj sposob (testuje)

: 25 gru 2010, 15:01
autor: gnatek
alkohol jest podstawowym tiggerem w okresie rzutu choroby. normalną reakcją wówczas wydaje się być abstynencja. inaczej znęcamy się nad sobą. po co ? odpuść sobie trunki, to i lufka będzie miała więcej spokoju :)

Re: Andrzej 26 przywitanie i moj sposob (testuje)

: 25 gru 2010, 22:44
autor: jadek
U mnie 100% triggerem było piwo i wino czerwone. Mocniejsze trunki raczej nie ;) Ale to było jeszcze przed lekami, przy których w ogóle nie piję :| Znaczy się alkoholi, bo herbatę i kawę czasem mi się zdarza ;)

Re: Andrzej 26 przywitanie i moj sposob (testuje)

: 26 gru 2010, 16:09
autor: herman
Witam Cię towarzyszu niedoli ;)
Z używek działała na mnie kawa ale przestała ...
Chciałem zmierzać do czegoś innego. Otóż efektem usuwającej ból kawy zaczęło być spożywanie tego trunku w ilościach, które wzbudziły by mumię Lenina z mauzoleum ;) , a w ostateczności przestało działać. Jeżeli zaczniesz tak samo traktować narkotyk (jak by na to nie spojrzeć) to nie wróżę Ci długiej współpracy z hortonem ... Ja rozumie, że ból jest ogromny (tak przynajmniej mi się wydaje) ale po niektóre rzeczy nie odważyłem się sięgnąć w obawie o to, że mogą przynieść ulgę ale zaważyć na moim dalszym życiu. Nigdy też nie odważyłem się pociągnąć za spust choć miałem też ataki na warcie i pełne warunki do tego, żeby usunąć ból raz na zawsze.
Być może masz inne zdanie na ten temat ale uważam, że właśnie zaczynasz robić to na co ja nie miałem odwagi (przykładasz sobie lufę do skroni).
Wolał bym się mylić ale miałem zbyt wielu kolegów, którzy mieli mniejsze motywacje do palenia trawy i czas przeszły nie jest tu przypadkowy. Sam próbowałem trawy i nie działała na mnie. Jednak zacząłem się zastanawiać co będzie kiedy trafię na narkotyk, który zacznie powstrzymywać ból. Żaden ze scenariuszy nie podobał mi się i to bardziej niż życie z bólem.
Dobrze przemyśl sprawę, bo dla mnie więcej warte jest powstrzymanie się spożywania wyzwalaczy niż udawanie bohatera (powinienem napisać przez ch) przed kolegami. Nauczyłem ich, że jak ja mówię nie to znaczy NIE i jakiekolwiek namowy kończą się zmarnowaniem przedmiotu namów, bo kiedy jest to problem wśród przyjaciół to problem należy usunąć co też robiłem. Więc polecam to samo, przy wnerwiających namowach (po ostrzeżeniu) usunąć przedmiot problemu przez uchwycenie za szyjkę i po odkręceniu korka obrócić do góry dnem powodując emigrację zawartości z butelki za okno. Dopuszczalne okrzyki: "wolny alkohol", "za nieobecnych", "za przyjaźń". ;)
Wszelkie namowy zakończyły się na pierwszej próbie ;) :D