Mój bilans
: 18 maja 2010, 01:17
Prowadzę dziennik bólu od 23 kwietnia ubiegłego roku. Bilans to ponad 60 godzin bólu w skali od 1-9, nie umiem wyliczyć średniej. Miesięcznie to kilkanaście razy, raz więcej, raz mniej ataków. Najlepszy był styczeń - 2 małe incydenty. Zwykle łapie mnie co 2, 3 dni, czasem codziennie, a czasem i 4 i 7 dni przerwa. W nocy było 20 ataków. Regułą niemalże było to, że jeżeli był atak w nocy, to i w dzień się powtarzał. Natomiast po silnym ataku było gwarantowane co najmniej 2 dni przerwy. Cały ten rok w sumie był znacznie lżejszy, niż to co było wcześniej (od października 2007 r. zaczęło się i było tragicznie). Każdy atak zaczynał się od niewinnego ćmienia zęba, zawsze tego samego( górna 6) poprzez szczękę do nasady nosa i w górę. Odczuwałam potem nasilający się ból wewnętrznego dziąsła od tego zęba, potem podniebienie, a reszta to kości policzkowe( takie krążenie i rozrywanie, aż do skroni). Wyraźnie też odczuwałam przed tym początkowym ćmieniem, jakiś niepokój. Decydująca chwila to ten niepokój i ledwie wyczuwalne ćmienie i aby tego nie zlekceważyć i przystąpić do działania. A więc w moim przypadku to zamrożony żelowy kompres( wymodelowany na połowę twarzy) im wcześniej go przyłożyłam tym krócej trwał ból, a nawet zbytnio się nie rozwijał. Przeciętnie ok. 20 min. Czasem, gdy zrobiłam to zbyt późno dodatkowo musiałam mieć ochłodzone stopy, przeguby rąk i płukanie jamy ustnej lodowatą wodą. Ataki, te gorsze, wywoływały kaszel, duszenie się, a na koniec trzęsłam się z zimna, ale nic już nie bolało.
Ten rok był też spokojny pod każdym względem, a to dlatego, że z tymi atakami oswoiłam się, nie panikowałam, nie bałam się, ani nie chodziłam kąta w kąt, jak kiedyś. Cały czas jednak czuwam nad tym, abym miała świeże powietrze – duszne pomieszczenia to nie dla mnie. Nie brałam żadnych, ale to żadnych leków przeciwbólowych. No i jestem na specjalnej diecie( warzywa, owoce, soki, a z mięsa tylko ryby morskie nie smażone – albo piekę, albo duszę, albo paruję, no i dużo kwasów Omega 3, które spożywam w postaci oleju lnianego Budwikowego zmiksowanego z jogurtem, serem białym , a do tego dodaję różne dodatki w postaci owoców i musli itp.). Minął już rok jak tu z Wami jestem, więc chciałam podzielić się swoimi sposobami na tę dokuczliwą przypadłość. Bez kompresu ani rusz! Ciekawa jestem, czy ktoś też stosuje takie kompresy? Ciekawa też jestem, jak wygląda Wasz klaster w skali roku, może opiszecie? Pozdrawiam serdecznie i czekam na wypowiedzi.
Ten rok był też spokojny pod każdym względem, a to dlatego, że z tymi atakami oswoiłam się, nie panikowałam, nie bałam się, ani nie chodziłam kąta w kąt, jak kiedyś. Cały czas jednak czuwam nad tym, abym miała świeże powietrze – duszne pomieszczenia to nie dla mnie. Nie brałam żadnych, ale to żadnych leków przeciwbólowych. No i jestem na specjalnej diecie( warzywa, owoce, soki, a z mięsa tylko ryby morskie nie smażone – albo piekę, albo duszę, albo paruję, no i dużo kwasów Omega 3, które spożywam w postaci oleju lnianego Budwikowego zmiksowanego z jogurtem, serem białym , a do tego dodaję różne dodatki w postaci owoców i musli itp.). Minął już rok jak tu z Wami jestem, więc chciałam podzielić się swoimi sposobami na tę dokuczliwą przypadłość. Bez kompresu ani rusz! Ciekawa jestem, czy ktoś też stosuje takie kompresy? Ciekawa też jestem, jak wygląda Wasz klaster w skali roku, może opiszecie? Pozdrawiam serdecznie i czekam na wypowiedzi.