Wreszcie się gdzieś wygadam, tj. wśród swoich...
: 31 sty 2010, 20:08
Witajcie!
Jestem w szoku, że powstała taka strona i forum cierpiących na to paskudztwo polaków. Jeszcze z 2 lata temu tego nie widziałem, jak szperałem w necie na ten temat.
Muszę się wreszcie wygadać podobnym do mnie, bo nigdy w życiu takich nie spotkałem. Z moich lekarzy ogólnych tylko 1 mówi, że razem ze mną spotkał się z tą chorobą może 4 razy w życu.
Zaczęło się to u mnie w 95r. Nie wiem, czy to ma związek, ale wtedy też zaczęły się moje poważne dolegliwości kręgosłupa lędźwiowego, który był już raz operowany, a niedługo jedzie na kolejną operację.
Ataki - standard jak Horton, tj. potężny ból prawego oka, skroń, górna szczęka i górna część szyi.
Opisuję to zawsze ludziom, żeby wyobrazili sobie jakby ktoś wbił im od góry głowy, aż do szyi przez oko stary, zardzewiały gwóźdź i nim co chwilę poruszał. Wtedy ich zatyka. Oko i nos mokre, czasem cieknie.
Napad przychodzi bez żadnej zapowiedzi, w ciągu kilku minut jest już max. nasilony. Trwa od ok. godziny do dwóch i występuje co 2 dni, a czasem co dzień, w godzinach między 22:00, a 9:00. Seria trwa od 1 do 2 miesięcy i powtarza się co rok lub 2 lata, nigdy w lecie, najczęściej jesienią i wiosną.
Jak mi się ból w nocy zwiększa to mogę przypisać mu na skali (z tej strony) jedynie narastający level 7 - 8 - 9 i po nim jest 10. NIGDY nie jest mniej niż 7. Level 9 i 10 jest u mnie po ok. 10 min od rozpoczęcia i tak się ciągnie do końca.
Po napadzie ból się zmniejsza do level 4-5 i tak zostaje do wieczora. Nazywam to od lat "przytłumiony Horton". Jakby jakiś odłamek tkwił głęboko w oku i drażnił nerw trójdzielny.
Już w 95r. neurolog natychmiast określił to wszystko jako bóle Hortona.
Właśnie po 2 latach przerwy (dokładnie!) od końca grudnia mam nawrót napadów w wyżej opisanym trybie.
Koszmar, piekło, horror itp. to zbyt małe słowa, poza tym doskonale wiecie, bo tylko my się rozumiemy.
Boję się cholera znów o siebie, bo mieszkam od pewnego czasu sam.
Co mi serwują od lat? Ano tylko Tegretol, Tramal, Phenytoina (wycofana), Divascan, Ascodan i Timoptic (krople na nadciśnienie w oczodole).
Niestety nie jestem w stanie powiedzieć, czy to mi pomaga, ale sądzę że raczej nie, bo 2 miesiące brania leków i dopiero napady ustępują, to myślę, że zwyczajnie same się kończą, a nie przez te leki. Doraźnie nie działa kompletnie nic!
Myślałem, że ta seria będzie trwała miesiąc i jakoś wytrzymam, ale nic nie wskazuje na jej koniec, więc biegnę w tym tygodniu do neurologa.
Powiem mu o tym tlenie, bo nic mi wcześniej o tym nie było wiadomo!! A może to doraźnie pomoże! Bogu bym dziękował!
Dodam na koniec, że jestem jeszcze cholernie czułym meteopatą i migrenowcem (lewa strona!). Wymioty itd. to normalka, ale migrena nawet najgorsza, jaką miałem w życiu (35 lat) to pikuś przy Hortonie. Szkoda, że w Totolotka nie mam tyle "szczęścia", co w schorzeniach głowy...
Cieszył bym się, jeśli by ktoś napisał mi jakieś miłe słowo, bo ta samotność w tym wszystkim mnie mocno dobija.
Więc umierać, nie żyć. To bym obecnie wolał... Wybaczcie.
Jestem w szoku, że powstała taka strona i forum cierpiących na to paskudztwo polaków. Jeszcze z 2 lata temu tego nie widziałem, jak szperałem w necie na ten temat.
Muszę się wreszcie wygadać podobnym do mnie, bo nigdy w życiu takich nie spotkałem. Z moich lekarzy ogólnych tylko 1 mówi, że razem ze mną spotkał się z tą chorobą może 4 razy w życu.
Zaczęło się to u mnie w 95r. Nie wiem, czy to ma związek, ale wtedy też zaczęły się moje poważne dolegliwości kręgosłupa lędźwiowego, który był już raz operowany, a niedługo jedzie na kolejną operację.
Ataki - standard jak Horton, tj. potężny ból prawego oka, skroń, górna szczęka i górna część szyi.
Opisuję to zawsze ludziom, żeby wyobrazili sobie jakby ktoś wbił im od góry głowy, aż do szyi przez oko stary, zardzewiały gwóźdź i nim co chwilę poruszał. Wtedy ich zatyka. Oko i nos mokre, czasem cieknie.
Napad przychodzi bez żadnej zapowiedzi, w ciągu kilku minut jest już max. nasilony. Trwa od ok. godziny do dwóch i występuje co 2 dni, a czasem co dzień, w godzinach między 22:00, a 9:00. Seria trwa od 1 do 2 miesięcy i powtarza się co rok lub 2 lata, nigdy w lecie, najczęściej jesienią i wiosną.
Jak mi się ból w nocy zwiększa to mogę przypisać mu na skali (z tej strony) jedynie narastający level 7 - 8 - 9 i po nim jest 10. NIGDY nie jest mniej niż 7. Level 9 i 10 jest u mnie po ok. 10 min od rozpoczęcia i tak się ciągnie do końca.
Po napadzie ból się zmniejsza do level 4-5 i tak zostaje do wieczora. Nazywam to od lat "przytłumiony Horton". Jakby jakiś odłamek tkwił głęboko w oku i drażnił nerw trójdzielny.
Już w 95r. neurolog natychmiast określił to wszystko jako bóle Hortona.
Właśnie po 2 latach przerwy (dokładnie!) od końca grudnia mam nawrót napadów w wyżej opisanym trybie.
Koszmar, piekło, horror itp. to zbyt małe słowa, poza tym doskonale wiecie, bo tylko my się rozumiemy.
Boję się cholera znów o siebie, bo mieszkam od pewnego czasu sam.
Co mi serwują od lat? Ano tylko Tegretol, Tramal, Phenytoina (wycofana), Divascan, Ascodan i Timoptic (krople na nadciśnienie w oczodole).
Niestety nie jestem w stanie powiedzieć, czy to mi pomaga, ale sądzę że raczej nie, bo 2 miesiące brania leków i dopiero napady ustępują, to myślę, że zwyczajnie same się kończą, a nie przez te leki. Doraźnie nie działa kompletnie nic!
Myślałem, że ta seria będzie trwała miesiąc i jakoś wytrzymam, ale nic nie wskazuje na jej koniec, więc biegnę w tym tygodniu do neurologa.
Powiem mu o tym tlenie, bo nic mi wcześniej o tym nie było wiadomo!! A może to doraźnie pomoże! Bogu bym dziękował!
Dodam na koniec, że jestem jeszcze cholernie czułym meteopatą i migrenowcem (lewa strona!). Wymioty itd. to normalka, ale migrena nawet najgorsza, jaką miałem w życiu (35 lat) to pikuś przy Hortonie. Szkoda, że w Totolotka nie mam tyle "szczęścia", co w schorzeniach głowy...
Cieszył bym się, jeśli by ktoś napisał mi jakieś miłe słowo, bo ta samotność w tym wszystkim mnie mocno dobija.
Więc umierać, nie żyć. To bym obecnie wolał... Wybaczcie.