Mój klaster to klaster???
: 20 sty 2016, 04:11
Witam wszystkich. Mam na imię Michał i mam 26 lat. Od 7 lat mieszkam w Anglii i od jakichś 5 może 4 lat zdaję się mam bóle klasterowe. Na początku mieszkałem na parterze w dość kiepskim domku, zresztą jak większość tutaj, trzeba było non stop ogrzewać, jak się przestało to po godzinie miałem ok 10 stopni w pokoju i hulające wiatry i siłą rzeczy żeby nie splajtować nie ogrzewało się w nocy tak też budziłem się rano z zimną lewą stroną głowy, zimne oko, obolałe od zimna. Wstawało się, zagrzewało się ciało i wszystko było normalnie do czasu. Do tego kiepska pogoda, ciągle wiatr i praca w chłodni, papierosy, ale to wyziębianie lewej strony głowy chyba było u mnie głównym klasterotwórczym czynnikiem...
Objawia się to u mnie tak, że jakieś 2-4 godziny od wstania gdy poużywam trochę komputera to zaczyna się atak, który rozwija się w 15-20 minut. Piekąco-wiercący ból w skroni, nad skronią(z8cm), za okiem i miedzy gałką oczną, a górnym łukiem oczodołowym. Mam wtedy zatkaną lewą dziurkę w nosie. Nie miałem nigdy zaczerwienienia oka, potów, nadpobudliwości. Atak trwa 40- 60 minut i zawsze na koniec, gdy już ze skali bólu maxymalnej 6-7 przechodzi na 3-2-1 czuje mniej lub bardziej za okiem takie jakby szpileczki delikatnie dzióbiące na powierzchni o wielkości małego paznokcia gdzieś tam za okiem, nie boli to bardzo, raczej 0,5-1 i jest to zawsze oznaką, że nadchodzi koniec bólu. Pomimo, że ból przejdzie to i tak efekt ataku odczuwam jeszcze przez jakąś godzinę może dwie. Skroń, nad skronią ma jeszcze jakby stłumioną poświatę po tym bólu co już był, jakby wymęczone bólem miejsca.
Wypiję piwko i mam ból głowy, dlatego unikam go, śmiałem się, że dla mnie piwo jest za słabe, że mam kaca zanim porządnie napije, dlatego jak już pić to piłem na rachu ciachu wódę żeby przepić klastera zanim się zacznie. Tylko żeby to było efektywne i bezbolesne happi picie to nie może brakować wódki i musi być gimnazjalne tempo
ostatni raz piłem latem zanim jeszcze się nie szprycowałem tabletkami
Innych trigerów niż alkohol i monitor komputera nie zarejestrowałem, nic z pożywienia, żadnych zapachów...
Nawet jak uda mi się ominąć ten atak, wyjść gdzieś, coś robić to i tak złapie mnie to pózniej, niekoniecznie przy komputerze.
Atak mam tylko raz dziennie. Wyjątkiem jest kilka przypadków. Kilka miesięcy temu obudziłem się z tym bólem w nocy, jakiś miesiąc temu obudziłem się z tym rano, a pózniej miałem jeszcze wieczorem atak, ale poza tym jest raz dziennie praktycznie regularnie, był też okres podczas brania karbamazepiny, że przez parę tygodni zdaje się miałem może jeden albo 2 takie ataki, był jakiś czas pewnie bez ataków, ale po skołowaniu karbamazepinowym i upływie czasu już nie pamiętam, ostatnio ataki mam codziennie.
Jakieś 1,5 roku temu właśnie był jeden z tych dni gdy sobie popiłem i to tak mocniej, że nie byłem w stanie się bronić i dostałem na twarz całą serię, może z 8 ciosów zanim się złożyłem. Może nie było by takich zniszczeń jakbym od razu padł:/ na drugi dzień miałem spuchnięty lewy policzek, obolałe 3 zęby na lewo od kła włącznie z nim w górnej szczęce i wyraznie uszkodzony nerw między nosem a policzkiem. Jak go dotykałem i delikatnie przesuwałem to czułem, że coś tam rzęzi i skrzypi i że jest podrażniony. Pomyślałem sobie ok no, morda nie szklanka, się zagoi. Opuchlizna zeszła, obdarcia zniknęły, ale bolały mnie zęby i ten nerw. Po paru miesiącach się ustabilizowało, ale w końcu pojawiło się pulsowanie w zębach, po może miesiącu ustało, ale za jakieś parę miesięcy zęby znowu zaczęły boleć stałym bólem i do tego pojawił się piekący ból nad skronią i na całej głowie jakby prądowe mrówki pojawiające się w różnych miejscach. Poszedłem z tym w końcu z tym tutaj do dentysty, obstukali mi te zęby, pomrozili azotem żeby sprawdzić czy są żywe i są jak cholera, że mnie po tym jeszcze bardziej bolało. Rentgen nic nie pokazał i mi powiedzieli, że oni nic tu nie widzą i nie mogą nic z tym zrobić
Poleciałem do Polski, zrobiłem rentgen zatok, rezonans mózgu, przy okazji rezonans kręgosłupa szyjnego i lędzwiowego bo miałem parę kontuzji(Rezonans bez kontrastu) Rezonans wyszedł ok, ale może rezonans twarzoczaszki coś więcej by pokazał. Byłem u 2 laryngologów i 3 neurologów, w sumie jeden papugował poprzedniego, jakoś im nie ufam, nie zlecają dodatkowym badań żeby coś wykluczyć, albo potwierdzić. Jedynie co niedobre miałem w mózgu to jakaś 3mm niecharakterystyczna zmiana na prawym płacie czołowym podobno od nadciśnienia i takich znacznie mniejszych nieopisanych jeden neurolog powiedział mi, że mam więcej i że powinienem leczyć ciśnienie. Z kolei w Inglend miałem takie całodobowe badanie ciśnienia aparacikiem przyczepionym do paska i mi powiedzieli, że mam dobre ciśnienie i żebym odstawił valsacor 160mg na nadciśnienie. Standardy i standardy? Wiem, że takie pryszcze na mózgu robią się przy stwardnieniu rozsianym, ale nie mam żadnych innych objawów więc to chyba mogę wykluczyć. 1 neurolog nie określił co mi jest, zbył mnie bo byłem na fundusz chociaż umawiałem się na prywatną wizytę i przepisał dexak, 2 mówił coś o zapaleniu nerwu trójdzielnego i bólach klasterowych i przepisał dexak, a trzeci też mówił o zapaleniu nerwu trójdzielnego i klasterach i dostałem karbamazepine 300mg i suplement revita sense na regeneracje nerwów. Nikt nie doradził mi co mam zrobić z rozwalonym nerwem na twarzy i tymi mrówkami na głowie. Jeden dentysta powiedział, że młody jestem to sie nerwy zagoją, inny to co w ciemnej Anglii, że zęby są żywe i nie wiadomo które leczyć, a jeszcze inny, to samo. Pobrałem Karbamazepine w sumie 5 miesięcy i raczej nie odczułem poprawy względem klasterów a już na pewno nie zębów. W listopadzie miałem wizytę u angielskiego neurologa i przepisał mi topiramat 100mg na dobe. Oczywiście też zero pomocy ani rady z tymi cholernymi zębami:/ no może na zęby też pomoże, na nerwy, sobie pomyślałem. Takiego wała! Boli mnie od tego oko, nerki wysiadają, depresja łapie, jak kładę się spać to mam jakieś światłowe klaustrofobiczne wizualizacje i ciężko mi szybko zasnąć a jak otwieram oczy to pokój wydaje się mały jak trumna. Przestaje to brać stopniowo i już czeka na mnie verapamil czy jakoś tak, na pewno to znacie, już czytałem, że pojawiała się nazwa tego leku. Nie bedę tego brał na razie. W lutym lecę do PL porobić więcej badań, do neurologa i zrobić zęby bo czuję wyraznie, ze jeden ząb głównie boli i jak mam klaster to strasznie mnie boli ten ząb i vice versa klaster. Czuje, że te zęby, że ten nerw jest połączony z miejscem nad skronią i podczas klastera ból się potęguje, a ta poświata po zakończonym bólu o której wspomniałem wcześniej jest właśnie przez nerw od zęba bo przed akcją z zębami raczej tak nie miałem. W dodatku czuje praktycznie stały ból lekki nad skronią, czasem pieczenie na przemian z zimnem i cały czas ucisk, jak nałoże kaptur to czuję ten ucisk bardziej, a jak oprę głowę o coś, albo położę głowę na poduszkę to w miejscu gdzie styka się głowa robi się mocny bardziej bolesny ucisk o powierzchni dłoni promieniujący na czaszkę.
Jakieś rady? Spostrzeżenia?
Ktoś z was też ma raz dziennie atak czy wszyscy po kilka dziennie?
Pozdrawiam
Michał
Objawia się to u mnie tak, że jakieś 2-4 godziny od wstania gdy poużywam trochę komputera to zaczyna się atak, który rozwija się w 15-20 minut. Piekąco-wiercący ból w skroni, nad skronią(z8cm), za okiem i miedzy gałką oczną, a górnym łukiem oczodołowym. Mam wtedy zatkaną lewą dziurkę w nosie. Nie miałem nigdy zaczerwienienia oka, potów, nadpobudliwości. Atak trwa 40- 60 minut i zawsze na koniec, gdy już ze skali bólu maxymalnej 6-7 przechodzi na 3-2-1 czuje mniej lub bardziej za okiem takie jakby szpileczki delikatnie dzióbiące na powierzchni o wielkości małego paznokcia gdzieś tam za okiem, nie boli to bardzo, raczej 0,5-1 i jest to zawsze oznaką, że nadchodzi koniec bólu. Pomimo, że ból przejdzie to i tak efekt ataku odczuwam jeszcze przez jakąś godzinę może dwie. Skroń, nad skronią ma jeszcze jakby stłumioną poświatę po tym bólu co już był, jakby wymęczone bólem miejsca.
Wypiję piwko i mam ból głowy, dlatego unikam go, śmiałem się, że dla mnie piwo jest za słabe, że mam kaca zanim porządnie napije, dlatego jak już pić to piłem na rachu ciachu wódę żeby przepić klastera zanim się zacznie. Tylko żeby to było efektywne i bezbolesne happi picie to nie może brakować wódki i musi być gimnazjalne tempo
Innych trigerów niż alkohol i monitor komputera nie zarejestrowałem, nic z pożywienia, żadnych zapachów...
Nawet jak uda mi się ominąć ten atak, wyjść gdzieś, coś robić to i tak złapie mnie to pózniej, niekoniecznie przy komputerze.
Atak mam tylko raz dziennie. Wyjątkiem jest kilka przypadków. Kilka miesięcy temu obudziłem się z tym bólem w nocy, jakiś miesiąc temu obudziłem się z tym rano, a pózniej miałem jeszcze wieczorem atak, ale poza tym jest raz dziennie praktycznie regularnie, był też okres podczas brania karbamazepiny, że przez parę tygodni zdaje się miałem może jeden albo 2 takie ataki, był jakiś czas pewnie bez ataków, ale po skołowaniu karbamazepinowym i upływie czasu już nie pamiętam, ostatnio ataki mam codziennie.
Jakieś 1,5 roku temu właśnie był jeden z tych dni gdy sobie popiłem i to tak mocniej, że nie byłem w stanie się bronić i dostałem na twarz całą serię, może z 8 ciosów zanim się złożyłem. Może nie było by takich zniszczeń jakbym od razu padł:/ na drugi dzień miałem spuchnięty lewy policzek, obolałe 3 zęby na lewo od kła włącznie z nim w górnej szczęce i wyraznie uszkodzony nerw między nosem a policzkiem. Jak go dotykałem i delikatnie przesuwałem to czułem, że coś tam rzęzi i skrzypi i że jest podrażniony. Pomyślałem sobie ok no, morda nie szklanka, się zagoi. Opuchlizna zeszła, obdarcia zniknęły, ale bolały mnie zęby i ten nerw. Po paru miesiącach się ustabilizowało, ale w końcu pojawiło się pulsowanie w zębach, po może miesiącu ustało, ale za jakieś parę miesięcy zęby znowu zaczęły boleć stałym bólem i do tego pojawił się piekący ból nad skronią i na całej głowie jakby prądowe mrówki pojawiające się w różnych miejscach. Poszedłem z tym w końcu z tym tutaj do dentysty, obstukali mi te zęby, pomrozili azotem żeby sprawdzić czy są żywe i są jak cholera, że mnie po tym jeszcze bardziej bolało. Rentgen nic nie pokazał i mi powiedzieli, że oni nic tu nie widzą i nie mogą nic z tym zrobić
Poleciałem do Polski, zrobiłem rentgen zatok, rezonans mózgu, przy okazji rezonans kręgosłupa szyjnego i lędzwiowego bo miałem parę kontuzji(Rezonans bez kontrastu) Rezonans wyszedł ok, ale może rezonans twarzoczaszki coś więcej by pokazał. Byłem u 2 laryngologów i 3 neurologów, w sumie jeden papugował poprzedniego, jakoś im nie ufam, nie zlecają dodatkowym badań żeby coś wykluczyć, albo potwierdzić. Jedynie co niedobre miałem w mózgu to jakaś 3mm niecharakterystyczna zmiana na prawym płacie czołowym podobno od nadciśnienia i takich znacznie mniejszych nieopisanych jeden neurolog powiedział mi, że mam więcej i że powinienem leczyć ciśnienie. Z kolei w Inglend miałem takie całodobowe badanie ciśnienia aparacikiem przyczepionym do paska i mi powiedzieli, że mam dobre ciśnienie i żebym odstawił valsacor 160mg na nadciśnienie. Standardy i standardy? Wiem, że takie pryszcze na mózgu robią się przy stwardnieniu rozsianym, ale nie mam żadnych innych objawów więc to chyba mogę wykluczyć. 1 neurolog nie określił co mi jest, zbył mnie bo byłem na fundusz chociaż umawiałem się na prywatną wizytę i przepisał dexak, 2 mówił coś o zapaleniu nerwu trójdzielnego i bólach klasterowych i przepisał dexak, a trzeci też mówił o zapaleniu nerwu trójdzielnego i klasterach i dostałem karbamazepine 300mg i suplement revita sense na regeneracje nerwów. Nikt nie doradził mi co mam zrobić z rozwalonym nerwem na twarzy i tymi mrówkami na głowie. Jeden dentysta powiedział, że młody jestem to sie nerwy zagoją, inny to co w ciemnej Anglii, że zęby są żywe i nie wiadomo które leczyć, a jeszcze inny, to samo. Pobrałem Karbamazepine w sumie 5 miesięcy i raczej nie odczułem poprawy względem klasterów a już na pewno nie zębów. W listopadzie miałem wizytę u angielskiego neurologa i przepisał mi topiramat 100mg na dobe. Oczywiście też zero pomocy ani rady z tymi cholernymi zębami:/ no może na zęby też pomoże, na nerwy, sobie pomyślałem. Takiego wała! Boli mnie od tego oko, nerki wysiadają, depresja łapie, jak kładę się spać to mam jakieś światłowe klaustrofobiczne wizualizacje i ciężko mi szybko zasnąć a jak otwieram oczy to pokój wydaje się mały jak trumna. Przestaje to brać stopniowo i już czeka na mnie verapamil czy jakoś tak, na pewno to znacie, już czytałem, że pojawiała się nazwa tego leku. Nie bedę tego brał na razie. W lutym lecę do PL porobić więcej badań, do neurologa i zrobić zęby bo czuję wyraznie, ze jeden ząb głównie boli i jak mam klaster to strasznie mnie boli ten ząb i vice versa klaster. Czuje, że te zęby, że ten nerw jest połączony z miejscem nad skronią i podczas klastera ból się potęguje, a ta poświata po zakończonym bólu o której wspomniałem wcześniej jest właśnie przez nerw od zęba bo przed akcją z zębami raczej tak nie miałem. W dodatku czuje praktycznie stały ból lekki nad skronią, czasem pieczenie na przemian z zimnem i cały czas ucisk, jak nałoże kaptur to czuję ten ucisk bardziej, a jak oprę głowę o coś, albo położę głowę na poduszkę to w miejscu gdzie styka się głowa robi się mocny bardziej bolesny ucisk o powierzchni dłoni promieniujący na czaszkę.
Jakieś rady? Spostrzeżenia?
Ktoś z was też ma raz dziennie atak czy wszyscy po kilka dziennie?
Pozdrawiam
Michał