Jestem Martyna mam 26 lat i do trzech miesięcy stwierdzono u mnie klasterowe bóle głowy. Ale zacznę od początku.
Pierwsze objawy miałam w maturalnej klasie kiedy to co jakiś czas "chwytał" mnie taki skurcz głowy. Na szczęście nie trwał długo i niezbyt często, więc dałam sobie spokój. Później sytuacja się uspokoiła, może czasami coś się pojawiło, ale nie przeszkadzało to mocno.
Problem pojawił się jakieś dwa lata temu po porodzie. Miałam takie ataki bólu, że idąc z wózkiem na spacer zwijałam się z bólu. W tym czasie strasznie zafiksowałam się, żeby Młodego karmić piersią, poza tym nowa sytuacja, więc zwaliłam wszystko na nerwy. Po jakiś 2 miesiącach uspokoiło się. Później co jakiś czas coś mnie bolało, ale nie były to już takie serie.
Teraz jestem w drugiej ciąży i przechodzę koszmar. Wszystko zaczęło się w marcu i trwa do tej pory. Z dniami kiedy jest lepiej lub gorzej. W trosce o maleństwo i o siebie wybrałam się wreszcie do neurologa. Oczywiście w moim stanie żadnych badań lekarz nie mógł mi zlecić, więc diagnozę postawił na podstawie przeprowadzonego wywiadu. Nie miał wątpliwości, że to klasterowe bóle głowy.
Jestem w szóstym miesiącu i mam dość. Wczorajszy dzień był koszmarem, a bóle nie do zniesienia. Może ktoś z Państwa wie jak wygląda sytuacja tej choroby właśnie w ciąży, bo przekopałam internet i nic nie mogę znaleźć.