Witaj Beata...bardzo współczuje twojemu męzowi Piotrowi...może to tak troszke niedelikatnie zabrzmi...ale może to was pocieszy...bo wierze,że wam trudno,ale Piotr cierpi nie aż tak długo...i mam również nadzieje jak Aleko i Bea,że to nie będzie chroniczne kbg
ja od 18 msc głowa mnie boli non stop

tylko nateżenie bólu się zmienia...ale poniżej 5 to ja nie schodze nigdy...... przez te 18 msc NIE BYŁO DNIA ŻEBY MNIE GŁOWA NIE BOLALA (eh popłacze sie jak to pisze,bo chyba ten czas mnie dobija,bo ja już nie pamiętam jak to jest jak głowa NIE BOLI) a jak mam 4 i mama czy przyjaciele pytają jak się czuje to mówie,ze DOBRZE ,bo to nic w porównaniu do pozostałych 7-9 ,które mam codziennie kilka razy dziennie,ale czas trwania jest rózny) a 10 mialam 20 razy.....licze wszytsko....i 10 jest starszna zwariowac można.....
jestem pogodna osobą i się 3mam(choć nie zawsze) i stram się dla mojej rodziny i znajomych I SAMEJ SIEBIE,bo całe życie przede mną i wiem,ze to nie uleczalne i MUSZE JAKOS SOBIE RADZIĆ....musze jakos to znosić,bo musiałabym NIC NIE ROBIC tylko "wegetować" a nie moge tak zrobic,bo wiem po sobie ,że nawet jak ledwo żyje próbuje coś robić wyjsc z domu uczyć się, obejrzec jakiś film...na początku tylko lezałam i ledwo żyłąm i to mnie dobijało.....a potem postanowiłam,że musze sie starac jakos to wytrzymywac.....choc czasem się nie da
najgożej jest na poczatku moje pierwsze 5 msc było straszne......nie mogłam tego wytrzymać dobijało mnie to...bo ciągle mówiłam"jutro mi przejdzie" a nie przechodziło....mam 17 lat moje życie zaczyna się i nie pozwole,żeby ten cholerny klaster mi go rujnowal.....i często próbje z tym walczyc...po 18 msc łatwiej to znosze przynajmniej ból do 5 to moja codziennosc i każda minuta....nawet do 8 potrafie znieść w miare z godnością i jak jestem w szkole i mnie dopadnie to mało kto zauważy,ze cierpie,bo nie chce,zeby sie nade mną litowali,bo bym ich chyba pogryzła za to

ale jak dochodze do domu to jak siąde to nie mam sily wstać...cale moje pokłady determinacji się kończa i jestem roślina wypompowaną lalką...bo to nie jestem wtedy ja. ból jeszcze abrdziej się rozwija i wtedy jestem BÓLEM nie ma mnie tylko BÓL.
z czasem moja wytrzymałośc fizyczna i psychiczna wzrosla BO NIE MIAŁAM WYJSCIA albo się załamujesz albo walczysz nie ma wyjscia
tak samo wzrasta próg bólu,bo coraz wiecej doswiadczasz bólu i wiesz,ze musisz go znosić...a u mnie potem zaczeły sie "dziesiatki" niewyobrażalny ból nigdy nie myslałam,ze cos takigo istnieje i wtedy się przekonałam że przeżyłam to mimo wszytsko i że wytrzymałam i potem może to mniej dobija bo wiesz że gożej być nie może...przezyłas cała palete bólu...potem tylko dobija częśtosc bólu itd ale w pewnien sposób spodziewasz się co nastąpi
WCIĄZ MAM NADZIEJE i musze zyć może mi przejdzie na jakis czas....
naprawde ja się modle,zeby miec chociaz 3 choć jakis czas tak jak twój mąż...a najmniej miewam 4 a najczęściej 5...widocznie mój ból jest tak samo ambitny jak ja 1 i 2,3 go nie satysfakcjonują...
o moich "10" opowiem w odpowiedniej zakładce nawet Ty Beato ją założyłas..."witamy starszne bóle-wręcz samobójcze"
strasznie się rozspisałam...ale twój mąż ma ciebie i dwoje małych dzieci musi znaleźc MOTYWACJE i bedzie lepiej to znosił:) tak było ze mną...pzdr serdecznie

a przede wszytskim życze by jak najszybciej to ustało:)