oj ale nie martw się...nawet jak byś zaświeciła światło i by mu przeszkadzało to na pewno bardziej by go dotknęło to,gdybyś zrobiła sobie krzywde o tą framuge... wiec nie stresuj się tak

ja przynajmniej tak myśle i uwazam,że Darek też
to super,ze sie tak o niego troszczysz i on to docenia uwierz mi nawet nie wiesz jak bardzo

tak samo mnie też często światło przeszkadza,ale czasem jak ktos zaświeci,zeby mi coś dac to się ciiut zezłoszcze,ale w gruncie rzeczy wiem,że trzba,żeby się "nie pozabijali o coś"
ci któzy są chorzy wiedzą o czym mówie... nas nie trzeba traktowac jak INNYCH jesteśmy chorzy i skaczą koło nas bliscy,ale nawet jak nas z czymś niechcąco"urażą" my wiemy,ze nie chieli źle,że chcecie nam pomóc...
i mnie np jest trudno z tym,że moi bliscy się tak o mnie martwią...bo wiem jak to ciężko...i wolałabym,zeby się tak nie martwili,zeby bylo im lżej... ja sobie jakoś radze...ciesze się ,ze ich mam ale niech się tak nie martwią...wystarczy mój ból fizyczny... oni tez cierpią tak samo jak wszyscy biscy innych chorych... to też nie jest łatwe.
a wszytskie żony chorych facetów na tym forum... na prawde wspałaniałe,ze się tak o nich troszczycie i oni to doceniają choc nie zawsze to okarzą albo sie wstydza,bo duma męska nie zna granic, a chcięliby was wspierac i się wami opiekowac i denerwuje ich to,że to WY zajmujcie się nimi... postępują w myśl zasady "chłop to musi być chłop" ale to głupie myślenie w tym wypadku ...bo wy ich kochacie i oni są dla was najbardziej męscy na świecie...a to.że są chorzy jeszcze bardziej was zbliża,bo razem walczycie i dajecie rade tak długo:D to nie ich wina,ze sa chorzy przecież. a pod innymi wzgledami są męscy i to 100% mężczyźni
tak samo klasterowiczka moze się czuć gorsza,bo mąż wszytsko cacy a ona często jest do kitu,ale mąż kocha czy partner i to się liczy. więc nie czujmy się gorsi nie zważając na płeć chorego:)
sama nie zawsze doceniam to co robią dla mnie bliscy,bo musiałabym im ciągle dziękować , a tzreba też robić inne zreczy:lol: ale oni to wiedzą

bo mówie to w zdrowych granicach

i wy na pewno wiecie:)
to że JESTEŚCIE PRZY NICH jest najwazniejsze... ja tak to odczuwam... że ktos przy mnie jest,troszczy się,pyta się 3 razy dziennie JAK SIĘ CZUJESZ?? kocha i po wszytskim przytuli

pyta dlaczego nie mogłaś przyjsc choc dobrze zna odpowiedź... pyta co sie z tobą działo,kiedy nie byłes w pracy czy szkole...to się liczy... na pewno się martwicie i obwiniacie że " za mało robie, za mało moge mu pomóc, jestem bezużyteczna, on cierpi a ja nic nie mogę na to poradzić... "
ale nie da się pomóc lepiej uwierzcie mi;-) to,że poprostu WAS MAJĄ... bo gdyby nie to z tym paskudztwem byśmy oszaleli,a tak mamy dla kogo żyć...i mimo wszystko kiedys ból przechodzi i zaczyna się patrzeć optymistycznie na wszystko
jesteście silne...tak samo jak męzowie klasterowiczek:) to działa tak samo bez względu na płeć...
może ciut nie pięknie gramatycznie i moze się powatrzałam

wybaczcie...dziś jestem taka przymulona,bo znowu atak przyszedł...ale głowny sens chyba przekazałam
