Już na spotkaniu założycielskim niektórym z Was wspominałem, że w porównaniu z niektórymi Waszymi opowieściami ten mój to jest wyjąktowo "przyjazny" w sensie skali bólu i częstotliwości odwiedzin.
Mój Klaster to z tych "książkowych" jest, tzn: boli raz na rok, przez miesiąc codziennie o 3 nad ranem.
A tu masz! Wszystko inaczej:
1. Wrócił po 6,5 miesiąca
2. Pierwsze ataki słabiutkie były: gdyby nie to, że przez te parenaście lat poznałem gdzie i jak boli bym sądził, że to zwykły ból głowy (tylko mnie nigdy głowa nie boli)
3. Gości u mnie już ponad 2 m-ce
4. Boli kilka razy dziennie o różnych porach lub robi sobie kilkudniową przerwę
5. No i rekord u mnie zrobił bo przed chwilą zakończył 53 atak. (do tej pory najwięcej było 52 ataki na epizod)
Jedyne w czym jest od paru już lat niezmienny, że przychodzi kiedy ja się na wakacje wybieram - może wakacje to mój trigger?
Jak się zaczął w lipcu to się nawet ucieszyłem, że do zaplanowanych na wrzesień wakacji się skończy, a tu za pare dni wylot a ten trwa...
Ale to jeszcze 9 dni - może sobie pójdzie.