Mam na imię Kaśka, mam hmmm.. już 28 lat
Wczoraj dowiedziałam się, że mam KBG. Od tego czasu mój komputer zrobił się czerwony od szukania informacji na ten temat, aż trafiłam do Was
Obecnie jestem na sterydach, które owszem działają, ale niepokoję się o zdrowie ogólne. Głowa nie boli, ale chodzę jak nakręcona! Już wiem czemu "karki" biorą en szit
Pierwszy raz klaster miałam 4 lata temu, w tym samym okresie - luty. Wtedy nikt nie potrafił odpowiedzieć co mi jest i dlaczego. Teraz wiem, że to było to! Trwał trzy tygodnie. Bolała mnie już cała głowa, lewe jak i prawe oko, z których miałam wyciek jak również z nosa. ataki powtarzały się co 4 godziny, trwały od godziny do półtorej.W ciągu tych 3 tyg. chodziłam do miliona specjalistów, którzy odsyłali mnie z niczym, dosłownie. Aż pewnej nocy mój atak osiągnął 10 poziom. Pamiętam jak dziś dałam sobie godzinę i po godzinie miałam zażyć całą garść ketonali i proszków na uspokojenie, nie miałam już siły ani fizycznej ani psychicznej. Ale na szczęście przestało. Następnego dnia udałam się do neurologa i który skierował mnie od razu do szpitala z podejrzeniem guza mózgu. Lekko mi się piórka najeżyły, ale na szczęście w nieszczęściu tomograf nic nie wykazał
Mój obecny klaster zaczął się na dobre w piątek. Najsilniejszy poziom bólu był tylko 8. Tiggerem prawdopodobnie był alkohol ( jakby nie było robi się w branży sportowej
Czytając Wasze posty i kojarząc fakty, zaczynam się zastanawiać czy nie ma to związku z wypadkiem samochodowym jaki miałam w sierpniu 2010 rok. Z tomografu głowy nic nie wyszło, z prześwietlenia mostka też nic, choć była bardzo potłuczony, (podejrzewali pęknięcie), nie mogłam się ruszać tydzień. Ale co mnie zaciekawiło lekarz patrząc na prześwietlenie kręgosłupa stwierdził: "ma pani zbyt prosty kręgosłup, co może być niebezpieczne". Czy to też może mieć związek z KBG?
Czytam forum i Wasze historie oraz doświadczenie z KBG. Z jednej strony jestem przerażona, natomiast z drugiej ciesze się, że nie jestem sama i mogłam się dużo dowiedzieć.
Chodzi za mną jedna myśl: czy da się "nauczyć" z tym żyć?
Pozdrawiam Wszystkich i liczę na odpowiedź, jeśli ktoś zerknie na moje wypracowanie