Jeszcze jeden klasterowicz...

Napisz parę słów o sobie.
Jack
Nowka
Posty: 2
Rejestracja: 06 lut 2011, 14:21

Jeszcze jeden klasterowicz...

Post autor: Jack »

Witam wszystkich. Mam na imię Jacek i mieszkam w Radomiu. Na KBG cierpię już 21 lat. Pierwsze symptomy choroby pojawiły się u mnie w wieku 25 lat.
Jak każdy z nas tak i ja musiałem przejść przez swoje prywatne piekło za nim zostałem właściwie zdiagnozowany. U mnie to piekło trwało 8 lat. Osiem długich lat w okresie których wizyty u różnych neurologów nie skutkowały żadna poprawą.Leczono mnie na migrenę, nerwobóle, zatoki. Bóle jak pojawiały się regularnie dwa razy do roku (wiosną i jesienią) tak trwały, a medycyna nie potrafiła mi pomóc. Nie będę rozpisywał się nad skalą bólu, ilością ataków na dobę może innym razem. Wiem jedno było ciężko. Poszukałem pomocy. Zapisałem się na wizytę do prof Domżala Warszawa - Waliców po konsultacji stwierdził, że jestem chory na klasterowy ból głowy – inaczej bóle Hortona. To był pierwszy lekarz który mi wytłumaczył na czym polega ta choroba i jak można ją leczyć. Na koniec wizyty wręczył mi broszurę o bólach głowy w której był między innymi szczegółowy opis KBG, a w tamtych czasach taka książka była bezcenna. Zalecił mi zastrzyki DEXAWEN i tabletki DEPAKINE. Wyszedłem z tej wizyty z nadziejami. W niedługim czasie moglem przekonać się o wystawionej diagnozie i zaleconej terapii. Profesor powiedział nie możemy wyeliminować przyczyn powstawania bólu, ale możemy łagodzić jego objawy pod warunkiem że zadziałamy odpowiednio wcześniej. Musimy wyprzedzić ból. Gdy pojawiły się pierwsze lekkie ataki od razu wziąłem serie zastrzyków. Byłem zaskoczony pozytywnie, że bóle miały łagodny przejaw. Pomyślałem uratował mi życie, ale niestety nie znałem jeszcze wtedy oblicza Hortona. Następne lata pokazały, że nie zawsze leki były skuteczne. Horton się uodpornił, ale jak odpuściłem sobie terapie lekową to uderzał jeszcze z większą siłą. Z wiekiem ataki miały ustępować i tak było. Przez cztery lata zapomniałem co to znaczy klaster. W tym roku w okresie zimowym zaczęły się regularne codzienne ataki. Na początku słabe ale z każdym dniem silniejsze. Wigilię atak trwał prawie sześć godzin level 8-9 nie dałem rady trafiłem na pogotowie. Ostatnio spojrzałem w historię swojej ostatniej wizyty na pogotowiu i odkryłem że poprzednia była również w wigilię. Przypadek? Pomyślałem, że zajrzę do internetu, a tu miłe zaskoczenie Polska strona, forum już wiem, że nie jestem sam, a ataki w wigilię wywołały z pewnością triggery o których nie miałem pojęcia (ryby,cola,odsypianie całego tygodnia) do tej pory niespodziewane ataki przypisywałem wypiciu alkoholu. Dzięki Wam zrozumiałem, że nie należy poddać się chorobie, nie przyjmować do świadomości, że tak musi już być, że cierpienie już jest mi przypisane. Należy walczyć.
Pozdrawiam i do zobaczenia.
Awatar użytkownika
piter
Przewodnik
Posty: 696
Rejestracja: 12 lis 2006, 09:05

Re: Jeszcze jeden klasterowicz...

Post autor: piter »

Dobrze , że trafiłeś do nas ...
Trzymaj się , pisz i do zobaczenia
Awatar użytkownika
nadzieja
Przewodnik
Posty: 518
Rejestracja: 05 maja 2008, 12:07

Re: Jeszcze jeden klasterowicz...

Post autor: nadzieja »

Witaj na forum;)
ciesze się,że tu trafiłeś (oczywiście nie dlatego,ze cierpisz) ale dlatego,że obcowanie wśród "samych swoich" pomaga;)
twardy facet z Ciebie,tyle lat się męczysz:) mamy na forum paru takich TWARDZIELI
trzymaj się i życze dużo cierpliwości,siły i NADZIEI;)
ODPOWIEDZ