moje prywatne piekło
Re: moje prywatne piekło
ale u chińczyka mógł się stołować
Re: moje prywatne piekło
i przed liczydłem mógł siedzieć, a ty wiesz jak takie liczydło potrafi promieniować ???
-
wlodzimierz
- Zainteresowany
- Posty: 212
- Rejestracja: 04 lut 2010, 18:14
Re: moje prywatne piekło
I znowu mnie dopadają ataki.Dziś miałem ich trzy -pierwszy o 4.oo,drugi 12,30 trzeci o 16.40 .Na szczęście przy trzecim byłem u mamy w klinice i trochę mi pomogli w walce z bólem.Dali mi kroplówkę z lidokainy i ketonalu.Podłączyli tlen i powoli przechodzi ale szum pozostał.Ostatnie dni to nieustająca walka czy on mnie przetrzyma czy ja jego.Doszło już do tego że mam przesyt TRAMALU w organiżmie[zwracam po każdej tabletce].Najsłabszy ból to 7 w skali 10-ciu.Jednak pech mnie nie opuszcza kwalifikowałem się do szpitala a tu na oddziale świerzb i klinika neurologii zamknięta.Jest teraz 20.50 i cała noc przede mną ,mam nadzieję się w końcu wyspać ,bo kilka nocy było różnych.Szacuneczek klasterki.
Re: moje prywatne piekło
coś mnie ostatnio duch hortona prześladuje.
miałem chwilę, że był już blisko, już był w ogródku, już witał się z gąską
rozmasowałem, rozćwiczyłem (mało sobie głowy nie ukręciłem
)
ale chodzi za mną, był okres takich krótkich ataków (1-2 sekund niezbyt mocnych) teraz tak ćmi przez chwilę (chwila = około 1 minuty) i odchodzi. zostawia jednak ten niesmak i niepokój. zostawia poczucie, że gdzieś się czai. takich akcji mi jeszcze nie robił. narazie udaje mi się unikać bezpośredniego starcia. jeszcze nie wiem czy to moje zabiegi w okolicach kręgów szyjnych czy poprostu tak sobie ostatnio wymyślił, że będzie mnie nękał. będę musiał zaryzykować i przy którejś manifestacji nie wykonywać ćwiczeń. jeżeli się rozwinie - imi i cenna informacja.
jak tylko znajdę więcej czasu postaram się dość precyzyjnie określić przebieg takiej manifestacji hortona u mnie i jak z nim walczę (może jakiś filmik ...
)
miałem chwilę, że był już blisko, już był w ogródku, już witał się z gąską
rozmasowałem, rozćwiczyłem (mało sobie głowy nie ukręciłem
ale chodzi za mną, był okres takich krótkich ataków (1-2 sekund niezbyt mocnych) teraz tak ćmi przez chwilę (chwila = około 1 minuty) i odchodzi. zostawia jednak ten niesmak i niepokój. zostawia poczucie, że gdzieś się czai. takich akcji mi jeszcze nie robił. narazie udaje mi się unikać bezpośredniego starcia. jeszcze nie wiem czy to moje zabiegi w okolicach kręgów szyjnych czy poprostu tak sobie ostatnio wymyślił, że będzie mnie nękał. będę musiał zaryzykować i przy którejś manifestacji nie wykonywać ćwiczeń. jeżeli się rozwinie - imi i cenna informacja.
jak tylko znajdę więcej czasu postaram się dość precyzyjnie określić przebieg takiej manifestacji hortona u mnie i jak z nim walczę (może jakiś filmik ...
-
wlodzimierz
- Zainteresowany
- Posty: 212
- Rejestracja: 04 lut 2010, 18:14
Re: moje prywatne piekło
Walczę z klasterem od 2miesięcy-na razie zemną wygrywa.Zauważyłem że nasila się przy raptownych zmianach pogody a szczególnie ciśnienia [2godz.przed zmianą].I także stres ma duże znaczenie, wszelkie kłopoty czy w pracy lub domu też niekorzystnie odbijają się na mnie.
Nie wiem jeszcze jak długo potrwa ten stan ,ale cały czas walczę i nie poddaję się.Zwiększyłem dawki leków i czekam na efekty... 
Re: moje prywatne piekło
pojawiło się ostatnio coś nowego. dość ciekawe to było zjawisko. narazie się uspokoiło. zaczynało się jak zwykle, uczucie niepokoju, rosnąca agresja i ssanie w okolicy wątroby. jednak pojawiało się tylko takie dziwne a'la ćmienie. poziom w okolicy 3 może nawet 2 trwające do 20 minut; albo nagły do 3 sekund trwający z poziomem, który określałem gdzieś w okolicy 8. tak jeszcze nie miałem i nie wiem czy to wpływ stosowania sumatryptanu podczas ostatniego okresu klastra, tlenu czy też ćwiczenia karku. grunt, że narazie ustało, ani razu nie użyłem powstrzymywaczy ataków (imi, cinie czy tlen).
nie wiem czy ktoś miał podobne doświadczenia.
nie wiem czy ktoś miał podobne doświadczenia.
Re: moje prywatne piekło
Witaj Herman! Ćmienie to moja specjalność! napiszę dokłanieswój bilansik roczny, może przyda się do Twoich badań?
Re: moje prywatne piekło
Od dwóch tygodni mój klaster wziął urlop...Życie wróciło do normy. Mam wrażenie, że tylko ja rozumiem ludzi wokół mnie którzy cierpią...Ha!!Ale teraz życie jest piękne!!! I oby na długo!!! Pozdrawiam ciepło wszystkich cierpiących...Jeszcze tu wrócę, niestety
Ale nie szybko. 
Re: moje prywatne piekło
no tak, rozumie i opuszcza... pewnie wybywa na wenus. bo nam z marsa trudno to pojąć 
Re: moje prywatne piekło
troszkę to brzmi jak:
odwiedzę was jak będę potrzebowała pomocy ale jak byście potrzebowali pomocy to na mnie nie liczcie bo mnie nie ma.
przykro mi to pisać ale tak to wygląda
odwiedzę was jak będę potrzebowała pomocy ale jak byście potrzebowali pomocy to na mnie nie liczcie bo mnie nie ma.
przykro mi to pisać ale tak to wygląda
-
wlodzimierz
- Zainteresowany
- Posty: 212
- Rejestracja: 04 lut 2010, 18:14
Re: moje prywatne piekło
Wreszcie wygrałem walkę z Hortonkiem ataki ustały około tygodnia.Powoli będę odstawiał wszystkie leki i obserwował co się będzie dalej działo.Myślę że na jakiś czas będę miał spokój i normalnie będę funkcjonował.wlodzimierz pisze:Walczę z klasterem od 2miesięcy-na razie zemną wygrywa.Zauważyłem że nasila się przy raptownych zmianach pogody a szczególnie ciśnienia [2godz.przed zmianą].I także stres ma duże znaczenie, wszelkie kłopoty czy w pracy lub domu też niekorzystnie odbijają się na mnie.Nie wiem jeszcze jak długo potrwa ten stan ,ale cały czas walczę i nie poddaję się.Zwiększyłem dawki leków i czekam na efekty...
Re: moje prywatne piekło
Re: moje prywatne piekło
Opowiem Wam moje nowe doświadczenia.
Ostatnie wydarzenia w związku z moim zdrowiem objawiły nowe oblicze mojej teorii (z kręgosłupem).
Ostatnimi czasy nanosiłem się trochę żelastwa w robocie, warunki transportowe nieciekawe, co w efekcie dało ból w krzyżu. Myślałem, ze jak trochę odpuszczę to przejdzie ale ból się nasilił do tego stopnia, że zacząłem mieć problem ze spaniem. Równocześnie z pojawieniem się ostrego bólu w krzyżu pojawił się klaster, na szczęście tylko w level 2 więc sobie radziłem bez tlenu i tryptanów.
Postanowiłem pójść do lekarza z tym bólem w lędźwiach. Lekarz stwierdził, że powinienem się wcześniej zgłosić, bo załatwiłem sobie już stan zapalny i przepisał zastrzyki. Jakież było moje zdziwienie kiedy po pierwszym zastrzyku ból minął jak ręką odjął razem z nasilającym się klastrem.
Niestety problem z kręgosłupem wrócił po 2 dniach, w "krzyżu" już nie łamało ale pojawił się rano nieco wyżej, po zastrzyku przeszło. Kolejny dzień i ból jeszcze wyżej. Dzisiaj dotarł w okolicę szyjną i co najgorsze po zastrzyku całkiem nie przeszedł. Odczuwam dolegliwości z drętwiejącymi rękami i zaczyna mnie ostrzegać klaster poziomem 1. Na jutro umówiłem się z lekarzem, bo stan ten jest dla mnie wysoce niepokojący.
Najciekawsze jest to, że z problemem z kręgosłupem pojawił się "on". Nie wiem czy będzie zwiększał swój poziom czy odpuści ale utwierdza mnie w przekonaniu, że podstawowym winowajcą przy klastrze (przynajmniej u mnie) jest rdzeń kręgowy.
Jutro mam spotkanko z lekarzem i jeżeli wypłyną jakieś ciekawe rzeczy to nie omieszkam o tym napisać.
Ostatnie wydarzenia w związku z moim zdrowiem objawiły nowe oblicze mojej teorii (z kręgosłupem).
Ostatnimi czasy nanosiłem się trochę żelastwa w robocie, warunki transportowe nieciekawe, co w efekcie dało ból w krzyżu. Myślałem, ze jak trochę odpuszczę to przejdzie ale ból się nasilił do tego stopnia, że zacząłem mieć problem ze spaniem. Równocześnie z pojawieniem się ostrego bólu w krzyżu pojawił się klaster, na szczęście tylko w level 2 więc sobie radziłem bez tlenu i tryptanów.
Postanowiłem pójść do lekarza z tym bólem w lędźwiach. Lekarz stwierdził, że powinienem się wcześniej zgłosić, bo załatwiłem sobie już stan zapalny i przepisał zastrzyki. Jakież było moje zdziwienie kiedy po pierwszym zastrzyku ból minął jak ręką odjął razem z nasilającym się klastrem.
Niestety problem z kręgosłupem wrócił po 2 dniach, w "krzyżu" już nie łamało ale pojawił się rano nieco wyżej, po zastrzyku przeszło. Kolejny dzień i ból jeszcze wyżej. Dzisiaj dotarł w okolicę szyjną i co najgorsze po zastrzyku całkiem nie przeszedł. Odczuwam dolegliwości z drętwiejącymi rękami i zaczyna mnie ostrzegać klaster poziomem 1. Na jutro umówiłem się z lekarzem, bo stan ten jest dla mnie wysoce niepokojący.
Najciekawsze jest to, że z problemem z kręgosłupem pojawił się "on". Nie wiem czy będzie zwiększał swój poziom czy odpuści ale utwierdza mnie w przekonaniu, że podstawowym winowajcą przy klastrze (przynajmniej u mnie) jest rdzeń kręgowy.
Jutro mam spotkanko z lekarzem i jeżeli wypłyną jakieś ciekawe rzeczy to nie omieszkam o tym napisać.
Re: moje prywatne piekło
Mam skierowanie do neurologa. Zastrzyki się skończyły ból wraca i to na całej długości od karku do lędźwi.
Re: moje prywatne piekło
witaj herman , nasze choroby się zmówiły . ja od końca listopada siedzę na zwolnieniu mam też zapalenie ale barku dopiero po czwartym zastrzyku w bark jest dużo lepiej, ból był wredny i nie dawał spać . . kręgosłup też mnie bolał do tego wkręcił się horton .. nawet leki na hortona nie przerywały bólu barku
Re: moje prywatne piekło
W marcu w czasie pobytu na Ukrainie kręgosłup dał o sobie znowu znać. Tym razem ból jest silniejszy i nie mogę go zwalczyć ...
W końcu znalazłem normalnego neurologa. Mam skierowanie na rezonans magnetyczny odcinka lędźwiowego oraz szyjnego. Inna sprawa, że terminy to porażka. Na październik to nieco za odległy termin.
W każdym razie będę próbował coś przyspieszyć i dam znać co wynikło z badania.
W końcu znalazłem normalnego neurologa. Mam skierowanie na rezonans magnetyczny odcinka lędźwiowego oraz szyjnego. Inna sprawa, że terminy to porażka. Na październik to nieco za odległy termin.
W każdym razie będę próbował coś przyspieszyć i dam znać co wynikło z badania.
Re: moje prywatne piekło
Z pewnością znajdziesz rezonans w jakimś szybszym terminie. Ja niedawno zapisałem się i dostałem termin na początek maja. Jak chcesz to dam Ci namiar, tyle że w Wawie.
ps. Trzymaj się. Też mam duże problemy z kręgosłupem więc wiem przez co przechodzisz. A próbowałeś fizykoterapii?
ps. Trzymaj się. Też mam duże problemy z kręgosłupem więc wiem przez co przechodzisz. A próbowałeś fizykoterapii?
Re: moje prywatne piekło
A no właśnie. Znalazłem na przyszły tydzień ale niestety w Sydney 
Do Wawy nie pojadę tylko dlatego, że mogę przyspieszyć termin o miesiąc. Koszt wyprawy to co najmniej 250 zł więc wolał bym dać te 200 zł w łapę żeby mnie wciśli gdzieś wcześniej i będę: 50 zł do przodu + czas.
Z reguły i w imię wiary w infantylny idealizm (który rządzi moim życiem), nie daję łapówek (nie dawałem i nie będę dawał). Zatem zostanę przy moim terminie. Grunt, że w końcu jest neurolog, który był skłonny wysłuchać moich podejrzeń i dał skierowanie na rezonans odcinka szyjnego.
Do Wawy nie pojadę tylko dlatego, że mogę przyspieszyć termin o miesiąc. Koszt wyprawy to co najmniej 250 zł więc wolał bym dać te 200 zł w łapę żeby mnie wciśli gdzieś wcześniej i będę: 50 zł do przodu + czas.
Z reguły i w imię wiary w infantylny idealizm (który rządzi moim życiem), nie daję łapówek (nie dawałem i nie będę dawał). Zatem zostanę przy moim terminie. Grunt, że w końcu jest neurolog, który był skłonny wysłuchać moich podejrzeń i dał skierowanie na rezonans odcinka szyjnego.
Re: moje prywatne piekło
Co do idealizmu to popieram. Ale spróbuj poszukać jeszcze, bo aż mi się nie chce wierzyć że nie ma wcześniejszych terminów
Re: moje prywatne piekło
Zdecydowałem się na poszukiwania w promieniu 100 km ode mnie. Obdzwoniłem WSZYSTKIE pracownie rezonansu jakie znalazłem w Internecie. Zatem przypuszczam, że obdzwoniłem wszystkie.