To jest mój pierwszy post. Napiszę kilka słów o sobie i o moim "przyjacielu".
Pierwszy atak pamiętam w 2003 może 2004 roku. Szedłem sobie ze znajomym ulicą i nagle mnie złapało. Ból głowy jak to ból głowy- przejdzie- pomyślałem.
Po chwili byłem już w jakimś markecie i płaciłem za paczkę APAPu czy innego niepomagającego leku. Zażyłem chyba całą paczkę. Nie czułem widocznej i szybkiej poprawy. Siedziałem tak pod murem (z levelem 8 ) w mieście, zdając sobie sprawę ze społeczeństwo odbiera mnie jak jakiegoś ćpuna czy menela. Znajomy nie wiedział co zrobić. Po jakimś czasie mi przeszło. Problem był taki (i jest) że podczas ataku całkowicie tracę rachubę czasu.
Od pierwszego ataku sytuacja powtarzała się 2-3 razy do roku i mam w trakcie takiej "sesji" 3-4 ataki osiągające poziom 9. "Sesja trwa około miesiąca a ataki trwają od kilkunastu minut do kilku godzin. Prawie zawsze wyzwalaczem jest alkohol.
Jak widzicie, jestem szczęściarzem w nieszczęściu
Ostatni atak miałem dzisiaj w nocy. Po wypiciu 150gr wódki zaczęło się. Przeprosiłem towarzystwo i położyłem się na łóżku- czekałem aż przejdzie. Niestety ból zaczął się nasilać. Zacząłem zastanawiać się co może mi pomóc. Wiedziałem ze tlenu nie mam, że do lekarza nie pojadę i że środki przeciwbólowe mogę sobie wsadzić w ... . Nagle przypomniałem sobie, że mam odrobinkę trawy gdzieś na szafie. Zszedłem na dół, skręciłem skręta, zapaliłem. Czytałem wiele artykułów na temat przeciwbólowych właściwości zielska, czas było sprawdzić czy działa na klaster. Wróciłem na górę i położyłem się. W pierwszej chwili, myślałem że puszczę "pawia". Po 5 może 10 minutach, ból przeszedł. Przeszedł tak nagle jak się pojawił. Z levelu 8 na 1 w przeciągu kilku sekund. Zastanawiam się teraz nad tym, czy fakt że atak przeszedł mógł być spowodowany tym że zapaliłem skręta. To był mój pierwszy atak w tej "sesji", więc wiem że ból pojawi się do kilku dni. Wiem co wtedy zrobię. Spróbuje jeszcze raz. Jeżeli działa- super.
Jak wczorajszy atak się skończył, zacząłem pytać żonę która poszczególna część ile trwała. Oto co udało mi się ustalić:
Level 1 trwał kilka minut, nasilenie się do 7 trwało około 2 minuty. Wtedy poszedłem na górę, leżałem 15 minut, zaszedłem na dół zapaliłem. Od tego momentu, do chwili kiedy nie czułem już bólu minęło mniej niż 10 minut.
Na zakończenie chciałem powiedzieć, że nikogo do niczego nie namawiam, dzielę się jedynie swoim doświadczeniem.
Życzę wesołych Świąt bez klastra.