Mam 28 lat, mieszkam wraz z zona i 5 letnim synem pod Warszawa. Moj pierwszy atak mial miejsce okolo 8 lat temu, pozniej byly rozne przerwy czasowe, czasami rok, dwa, nawet trzy. Niestety wraz z nadejsciem jesieni 2009 roku klasterek sie obudzil i zaczelo sie pieklo. Pierwszy atak mialem pod koniec pazdziernika, dwa tygodnie przerwy i wczoraj wieczorem jak mnie zlapalo to myslalem ze nie wytrzymam, wyszedlem z domu na spacer bo nie chcialem zeby moje cierpienie widzialo dziecko. Moze mi sie wydaje ale wyjscie z cieplego domu na zimne powietrze jeszcze bardziej spotegowalo moj bol, chodzilem jak nienormalny po osiedlu, draznily mnie swiatla od samochodow, ludzie, atak trwal mniej wiecej 30 min (ten najgorszy bol) pozniej to juz cmilo. Ale co najgorsze jak dzisiaj rano wstalem to czuje ze cos mnie tam wierci w skroni ale nie nazwalbym tego bolem. Czy to sa te zimne ataki?
Pozdrawiam