Wczoraj nie wyglądało to dobrze. Woda przybierała z minuty na minutę. Zalane było koło mnie, zamknieta droga. Potem nagle mimo deszczu wciąz padającego, stanęło i stało na tym samym poziomie. Do bramki nie doszło, czyli do lodówki tez nie:)
Nad ranem zaczeło opadac. O 15tej juz po mega błocku mogłam pojechac z młoda wózkiem do sklepu. Nie uprzatneli od naszej strony szlamu, więc chyba patrzą na prognozy i czekaja, by dwa razy tego nie robić.
Jak ja się tu te kilka lat uchowałam bez kaloszy

Musze kupic, bo to, jak wyglądają moje super butki, to az szkoda patrzeć
A serio, jak pierwszy raz nas prawie zalało, wystraszyłam się bardzo. Ze strażakami pracowałam podobno jak chłop

Poganiając niejednego ochotnika młokosa, co to mu na oczy kask leciał i wlasnego męża+ sasiada

Adrenalinka działała. Zdązyłam ochrzanic dowódcę, ze jak łaka za mna paliła, to dopero po 20min. usłyszałam syrene, a wiało jak licho i sama gasiłam własnym węzem od strony domu. A potem odstałam prywatny telefon do pana, co bbym sie nie stresowała w razie co

Panowie strażacy fajni są i podziwiam !
Żywioł i nie z nim żartów. Mam taki domek, że jakby woda podeszła, to wielką falą wpływa wprost do niego i mam taki poziom jak na zewnatrz

Tu kazdy metr sie liczy, a ja tylko patrzę, czy mam juz pod bramka, czy jeszcze nie, bo do bramki niedaleko do drzwi.