Poziom bólu mogę teraz, po latach, określić na 2-5. Nie wiedząc co to takiego, notowałem na ostatnich stronach zeszytów daty i godziny kiedy mnie bolała głowa (może już wtedy, zupełnie nieświadomie, prowadziłem dzienniczek).
Potem były studia, przynajmniej początek studiów, ale podczas sesji przeszedł epizod - i dupa, sesja w plecy, z kilku egzaminów wyszedłem, bo nie byłem w stanie usiedzieć w miejscu - nie mówiąc o prawidłowym rozwiązywaniu zadań. Ze studiami się pożegnałem, przyszła konieczność zarabiania pieniędzy. W pierwszej pracy przeżyłem swoje pierwsze LEVEL-10. Masakra.
Od kilku lat każdy napad bólowy to, niestety, pełna DYCHA, czasem brak mi skali, dałbym spokojnie TUZIN.
Nie pamiętam czy w przeciągu ostatnich 7 lat miałem słabszy atak, słabszy niż 10. Za każdym razem, w przeciągu 10 minut od pierwszych objawów/aury - szczytuje
Jak sobie radzę? Na czas klasterka zamykam się w domu, teraz mam ten luksus psychiczny, że mogę pracować w domu.
W zaciemnionym pokoju spędzam 6-7 tygodni. Poruszam się wokół domu w odległości 10 minut
Wiem, zauważam, że mój KBG jakby się nasilał - kiedyś cały epizod trwał tydzień - teraz 6-7 tygodni. Dawniej miałem jeden napad na 2 dni - teraz 3-4 na dobę. Wcześniej, kilka(naście) lat temu, czas remisji trwał nawet 20 miesięcy, ostatnio między epizodami minęło "jedynie" 9 miesięcy.
No i jeszcze o lekach napisze - i tu jest kiepsko.
Każdy lekarz, do którego trafiłem, śmiało przepisywał ketonal i tramal.
W zeszłym roku dostałem "na próbę" Cinie (niestety w czasie napadu i już nie pomogło).
W tym roku pierwszy raz usłyszałem od tlenie - działa.
Pierwszy raz dostałem też kortyzon (bardzo możliwe, że przerwał tegoroczny epizod).
Innych leków nigdy nie przyjmowałem, z tej prostej przyczyny, że żaden lekarz, u którego byłem, nic mi nie zaproponował.
Obecnie, od 4 tygodni, mam czas remisji. Oby jak najdłużej.
Kompletuje zestaw tlenowy do domu i samochodu (w sensie przenośny).
Jestem w kontakcie z panią neurolog, która zdiagnozowała mnie 6 lat temu. Wiem, że wiedząc od 6 lat co mi dolega mogłem podjąć jakieś działania, ale..... też sobie tłumaczyłem: do kur.... nędzy, twardy jestem, nie dam się zastraszyć
-------------------------
Ale się rozpisałem
Robi się późno, pies pogania, domaga się spacerku - znikam i pozdrawiam