Wiesz Kasiu...w 100% nie mam tak jak TY...ale coś podobnie ...

każdy z nas u innej osoby zauważa jakieś podobieństwa i to zabija w nas poczucie wyalienowania...
ja w wielu wypadkach olewam wszytsko i liczy się tylko ból,ktory mi nie pozwala robić cokolwiek...bo co z tego,ze pójde do swoich zajec jak ja nie mam potem siły ani chodzić,ani czytać,bo oko wychodzi mi na wierzch...itd itd... fizycznie wygladam jak sierota...

oko łzawi albo jest czerwone...
hmmm ja juz nie płacze...nauczyłam się,ze wtedy jest jeszcze gorzej,wiec nie dokładam sobie dodatkowo...
teraz mam nową taktyke...denerwuje się na wsyztsko w okół,albo staram się uspokoić..(zależy w ktorym etapie cyklu mentruacyjnego jestem

)
ale w 50% jednak musze się przemóc i cos starać robić...czasem szczęscie, bo atak przychodzi w nocy...daje spokój i wraca popoludniu...wiec dam radę załatwić swoje sprawy "pomiędzy atakami" czasem tzreba liczyć na łud szczęścia,ze jednak się uda...bo moim zdnaiem tzreba mieć też inne życie i zajęcia...a nie mysleć w kółko o kalsterze i tym bólu ,bo mozna zwariować...
niestey często jest jednak takk ,ze to kalster wygrywa...ale cóz...ile mozna to ztreba walczyć i coś próbować działać
w moim wypadku zrozumienie ze strony innych ludzi....oj to zależy...30% ludzi z którymi mam do czynienia i jest to moja rodzina czy bardzo bliscy znajomi to rozumieją wspierają i są cudowni:)
kolejne 50% to ludzie z ktorymi się stykam ,ale nie łączą mnie bardzo bliskie kontakty...to bywa róznie...w zależnosci od ich samopoczucia...albo są mili...albo wyglaszają swoje "pokrzepiające uwagi w stylu-to tylko glowa CIę boli nie przejmuj się, weż Apap itd itd itd" zawsze niezmiernie czuje się po tym lepiej i bardzo podnosci mnie to na duchu
ostatnie 20% ludzi ...kompletnie nie rozumieją...dokuczają.,...obgadują...i wymyślają swoje"mongolskie teorie"że ZMYŚLAM. ze nie mozliwe ,by głowa potrafiła mnie bolec 12- 20 godzin w ciagu doby...a tak niestety jest jeśli mam całkowicie rozbrykanego klasterka...

i wiele niepotzrebnych i idiotycznych komentarzy,ktore mnie tlyko denrwują i czasem tym bardziej potęgują ból... bo ja im dluzej trwa klaster robie się coraz słabsza fizycznie...psychcicznie tez...ale z psychiką staram się jakoś sobie pomagać...bo jak to siada to już nie ma sie checi do niczego
są tez ludzie,którzy jak najbardziej chcięliby mi pokrzyżowac plany i zepsuć wiele rzeczy...(bo ich zdaniem kiedy nie przychodze i nie wypelniam swoich obowiązków to ja oczywiscie się wtedy 'świetnie bawie, a oni cięzko pracują" och jak mnie wtedy nachodzą myśli,zeby im pozwolić się tak "pobawic jak ja się bawie" na pewno pamietaliby to do konca życia i moze nabrali choć troche szacunku...
ale cóż takie jest życie...
staram się nie przejmować tymi niemilymi czy calkowicie chamskimi komenatrzami,"radami" czy sytuacjami,bo JA WIEM SWOJE:) wiem co mi jest ... i to jest ważne..mam wsparcie czy rodziny,znajomych czy tego forum i włąsny rozum,który mówi mi "rób swoje, to twoje zycie i Ty nim kierujesz"
choć pamietam pierwsze 16 msc mojej choroby...16 msc epizodu...nienormalnego bardzo uciazliwego...nikt nie wiedział co mi jest... i te podszepty od "życzliwych ludzi" ze zmyślam, przesadzam itd momentami zastanawiałam się czy ja nie wariuje a oni nie mają racji...ale cóż przebrnęłam jakoś i przez ten etap...potem było łatwiej...trafilam na to forum i teraz nie czuje się inna
bardzo się rozpisałam wybaczcie...dawno nie miałąm takiej "weny" ale ostatnie 2 msc to byl koszmar...teraz dochodze do siebie i moje szare komórki zaczynają powoli pracować
pozdrawiam