oj przepraszam was....ostatnio długo na forum nie byłam i zaczęłam wątek i nic dalej nie napisałam...

wybaczcie
tak w ogóle to Witam Cie Beata...nie miałyśmy okazji nigdy porozmawiać...
wymysliłam ten wątek,bo dużo osób na forum mi pisało,ze mam taką siłe i sobie dosc dobrze radziłam z bólem i że dodaje im "nadziei"... a mój klaster był strasznie wredny szalał aż 18 msc

i postanowiłam to napisać,zeby może jakoś pomóc innym...bo żadko kto ma aż tak długo epizod.... i jak ja to jakoś wytrzymałam to może wleje troche otuchy w innych...bo z tego co już wiem 18 msc trwający epizod to wielki fenomen i żadkośc
hmmm szczerze mówiąc ja sobie nie radziłam przez pierwsze 3 msc...byłam zdenerwowana i zmęczona psychicznie i fizycznie... i bałam się,bo nie miałam pojecia co się ze mną dzieje...i lekarze nie wiedzięli czułam się sama jak palec...a było ze mną coraz gorzej...głównie fizycznie...bo leczono mnie na miliony chorób aż zniszczyli mi wątrobe i kolejny ból mi doszedł....ale na szczęscie potem udało się doprowadzić wątrobe do stanu używalności
jestem z natury pogodną osobą...i jak tak ciągle byłam smutna i poważna i jak pomyslałam sobie, ze jedyne co mam w życiu to ten "cholerny ból" który nie wiem ile będzie trwał,bo przejśc nie chce, to pomyslałam,ze takie zycie jest beznadziejne....i w czasie najciaższych ataków myślałam o śmierci,,,, i w tym samym momencie uświadomiłam sobie też,ze jestem młoda całe życie przede mną i musze sobie jakoś zacząć z tym radzić,bo zwariuje....i od tamtej pory ANI RAZU NIE POMYSLAŁAM O ŚMIERCI...
i stopniowo zaczełam sobie wmawiać,ze wytrzymam ten ból,,,,i nie bd myśleć jakie to życie jest beznadziejne tylko zaczne dostrzegac dobre strony.... a to było trudne, bo ból odczuwałam 24 godziny na dobe ;(tylko że w róznej skali... nie mogłam spać po nocach też...
i robiłam miliony róznych rzeczy,ale zacżełam od postanowienia,ze ZACZNE SIĘ UŚMIECHAC MIMO WSZYSTKO i robiłam plany "co będe robiła jak się choć troche lepiej poczuje"
pomogała mi tez moja rodzina i przyjaciele....bez nich byłoby trudno....to ze mogłam się wygadać...i ze sie o mnie troszczyli i "próbowali rozumieć"...ale pradziwego zrozumienia doznałam tu na forum....to już dodało mi 100% skrzydeł... troche w egoistyczny spoósb,bo się ucieszyłąm,ze nie tylko ja cierpie...
zaczełam też w czasie ataków w skali 7-8 coś robić.... (bo w 9;10 nie byłam w stanie) żeby nie myslec o bólu...róznie zalezy od sił oglądałam telewizje czy słuchałam muzyki czy chodziłam po pokoju....bo to też róznie było....czasem wszytsko mnie drazniło...a czasem włąsnie uspokajała mnie świadomośc,że ogladam sobie film i choc na sekundy się odrywam od bólu...choć przeszkadząło mi światło,ale to było lepsze niz ciagle myśl" boli boli boli"
dopiero po 15 msc mojego epizodu trafiłąm na to forum....i wtedy wstąpiły we mnie takie siły i radosc ogromna,ze NIE JESTEM SAMA.... bo to mnie dobijało... ludzie sobie żyją nic ich nie boli.... a jak boli to lekarze potrafią im pomóc... a ja od lekarzy słyszałam takie bzdury ,które bardzo dołowały....np " udajesz,ze cię tak boli" to mnie do szału doprowadzało.... albo RADŹ SOBIE SAMA...
starsznie się rozpisałam....ale przez 18 msc to nazbierało się tego dużo....... i jeszcze wiecej....ale narazie wystaczy... bo nikt tego nie będzie chcial czytać....
PS. i pomogła mi własnie NADZIEJA....ciagle mialam nadzieje,ze kiedyś ten ból mi przejdzie...i ze musze wytrzymać ,by doczekac tego cudownego dnia...i po 18 msc doczekalam...a dokładnie po 566 dniach...