Cześć !!!
Tak sobie myślę , że określenie "Forum Aniołów " jest jak najbardziej odpowiednie.

. Można tu spotkać tyle Aniołków , że nawet niebo nie ma tylu. Są tu ludzie , którzy mimo tego ,że się nie znają potrafią dać sobie nawzajem tyle miłości , tyle ciepła i nadzieji , że można by całą kulę ziemską obdzielić i jeszcze by zostało.
Nie będę wymieniać Wszystkich , bo jeszcze KOGOŚ pominę i popełnię kardynalny grzech. Bo każdy z Was jest wspaniały.
Nie mogę nic nie napisać o Dzidzi Bey , gdyż moim skromnym zdaniem to jesteśmy jak w Rodzinie i już się jeżeli Bea pozwoli czuję jak przyszywana ciocia.
I razem zs swoją rodzinką Wam kibicuję!!
Witam również Nadziejkę , naszego nowego Aniołka - godny wzór mądrości do naśladowania . Ja mam 14-letniego syna , ale przy Tobie Nadziejko to mały dzieciak.Zacznę od dziś Ciebie cytować i stawiać Cię za wzór -mojemu kawalerowi , bo od dobrych wzorów , trzeba się uczyć.
A tak ogólnie to pozdrawiam Wszystkie Aniołki .
Opowiem jeszcze jak w zeszłym roku ,u mojego Darka już było po klasterze , ale tak jakoś jemu się wydawało , że to nie koniec jeszcze , doprowadziło to go do początku depresji.
Próbowałam mu tłumaczyć , rozmawiać z nim , czytałam mu Wasze posty , ale wziął i się załamał.Postanowiłam działać , przeszukałam całe forum , znalazłam telefon do Pitera , poprosiłam , żeby z moim mężem porozmawiał , zawsze to jest inaczej gdy rozmawia się z osobą która rozumie Cię w 100 %. Po rozmowie , mąż się wyciszył , poszliśmy do lekarza dostał leki i wrócił do zdrowia. Uzmysłowił sobie , że ta choroba jest nie uleczalna , że można tylko przerywać ataki , że przede wszystkim
można z tym żyć przynajmniej jakoś.
I jak tu nie mówić o Aniołach !!!!!!!!
Teraz to i mnie jest lżej , gdyż się w pewnym stopniu już pogodził z całą sytuacją , i już nie zadaje mi pytań na które nie mam odpowiedzi.
Jak nie pisałam to nie pisałam , a jak już to zaraz całą epopeję.
Ale siedzę w domu przeziębiona , nigdzie nie mogę wyjść a w niedzielę mamy dwie komunię i póki co to robi mi się nos jak u czerwononosego renifera. Porażka. Ale i to przejdzie. Zosia