Zwa mnie Blazej, licze sobie 31 wiosen i pochodze z Gdyni. Chwilowo przebywam na wyspach (niestety nie kanaryjskich). Klasterowy bol glowy zdiagnozowano u mnie rok temu, choc cierpie na niego od trzech i pol roku. Ciekawa sprawa w moim przypadku, jako ze bole pojawily sie w momencie rozstania z owczesna partnerka i matka mojej corki. W zwiazku z tym nalezy zadac sobie pytanie, czy klaster u mnie nie ma podloza psychologicznego... Podejzenia byly rozne...dosc standardowe - zab, zatoki, nerw trojdzielny. Dopiero rok temu neurolog po uslyszeniu mojej historii stwierdzila KBG. Chwilowo moj przyjaciel powrocil po okolo dziewiecio miesiecznej przerwie i z dnia na dzien sie nasila, ale sile daje mi swiadomosc, ze wczesniej czy pozniej odejdzie znow na jakis czas i bede mogl znow normalnie zyc.
Troche sie nad soba uzalam, ale kto inny mnie zrozumie, jesli nie wlasnie ta malenka grupka ludzi, ktorzy wiedza dokladnie o czym pisze. Innym ciezko jest to opisac. Ostatnio, bedac na urlopie w Polsce popelnilem blad i u znajomego dalem sie skusic na drinka - zly pomysl. Zdazylem dojechac taksowka do domu, ale juz w windzie udezyla 10tka. Gdy przelecialem przez prog mieszkania i wijac sie upadlem na podloge w przedpokoju, moja matka w koncu zrozumiala, ze nie opowiadam jej o bzdurach wyssanych z palca. Mam w niej gigantyczne oparcie i cenie to niesamowicie. Tak mnie targa moj kumpel za czaszke, pisze i pochlipuje sobie.
Chyba wystarczy tych pozalowania godnych wypocin.
Pozdrawiam wszystkich z glebi serca i zycze sobie, jak i wszystkim innym, aby forum troszeczke ozylo
Blazej